-Dokładnie - kiwnęłam twierdząco głową
Siedzieliśmy w małej kawiarni na końcu miasta w, której można było czytać różne książki coś w stylu kawiarnianej biblioteki.
Głowę miałam pochyloną nad książką i co chwila sięgałam po kubek ciepłej kawy nie zwracając uwagi na chłopaka
-Zaraz wytłumacz mi jeszcze raz - odparł Louis plątający się w tym wszystkim
Wiedziałam, że będzie trzeba mu głębiej opowiedzieć o wszystkim więc włożyłam różową zakładkę do książki zaznaczając stronę, na której skończyłam czytać.
-Więc tak, w roku 1992 Ellie urodziłam się w Leicester, a rok później ja, przez 5 lat tam mieszkaliśmy, mama stawiała pierwsze kroki w managerowaniu tańca, a tata powoli rozkręcał karierę samochodową. Po właśnie tych kilku latach wyjechaliśmy do Francji gdzie tata dostał propozycje założenia komisu samochodów ciężarowych. Kupiliśmy dom i spędziliśmy tam dziesięć lat. Mojej mamie ciężko było prowadzić managment w innym kraju więc stwierdziła, że nie ma innego wyboru i przeprowadza się do Londynu, natomiast tata musiał zostać we Francji ze swoim zakładem. Ja pojechałam z mamą, zawsze była moim autorytetem i chodziłam za nią krok w krok. Ellie kochała Francję i nie zamierzała jej opuścić na stałe. Często razem z tatą przyjeżdżają, zazwyczaj raz na miesiąc albo dwa zależy. Ellie jest bardzo podobna do taty, a ja do mamy, mimo że dużo rzeczy nas różni. Oczy nas łączą i niesamowita miłość do tańca- wspominając to uśmiechałam się cały czas
-Jasne, rozumiem - zmarszczył brwi i sięgnął po kubek gorącego napoju
-Yyy, teraz ty coś opowiedz o sobie, nie tylko ja się będę udzielać - odparłam zamykając książkę i odkładając ją na bok
-Nie wiem, mam 4 siostry, kochającą mamę i biologicznego ojca którego nie nienawidzę - na ostatnie słowa z całej siły ścisnął dłonie
-Nie wolno w jego towarzystwie wspominać o ojcu. Powinnam to zanotować - pomyślałam i dotknęłam jego rąk i kręcąc głową
-Przepraszam - wyszeptał
Mrugnęłam oczami w akcie odpowiedzi
-A siostry, opowiesz coś o nich ? - zapytałam zmieniając temat
-Charlotte inaczej Lolitte ma prawie 13 lat...
***
(Mia)
Siedziałam przy blacie stołu pisząc tekst piosenki. Uwielbiałam śpiewać, a jeszcze bardziej pisać piosenki. Była to moja pasja życiowa. Nagle poczułam obecność osoby, która stała nade mną. Uniosłam lekko głowę i szybki ruchem ręki zamknęłam stary notes. Spojrzałam na chłopaka o bujnych lokach, zielonych oczach, które można by było porównywać do barwy nefrytu, i zabójczy uśmiech ukazujący po lewej stronie policzka dość pokaźny dołeczek. Przez moment nic nie potrafiłam z siebie wydusić. Chłopakowi widocznie sprawiało przyjemność patrzenie na mnie z góry
-Tak ? - powiedziałam chłodnym tonem otulając się swetrem i zakrywając dekolt w mojej bluzce
-Emm, poproszę 3 kawy latte na wynos i 4 dounty czekoladowe- powiedział spoglądając na menu umieszczone wysoko
-I jeśli jeszcze można to poproszę twój numer- odparł lekko zachrypniętym głosem podnosząc swoimi palcami moją brodę
Złapałam go za nadgarstek i odłożyłam dłoń na blat. Spojrzałam na niego prawie zabójczym wzrokiem
-Musisz zasłużyć - prawie szepcząc odparłam i odkręciłam się na pięcie
Usłyszałam ciche walnięcie w stół. Mogłam się założyć, że miliony dziewcząt od razu dają mu swój numer. Ja był inna, ja byłam nie osiągalna. Kątem oka patrzyłam na chłopaka. Stał zdenerwowany. Ja przygotowywałam zamówienie. Nagle odszedł. Zmarszczyłam brwi i zastanawiałam się co on może kombinować. W tym momencie po całej kawiarni rozległ się piękny głos, lekko zachrypnięty jednakże uroczy. Starałam nie zwracać na to uwagi jednak nie było to możliwe.
Niskie dźwięki wydobywające się z jego pełnych malinowych ust działały na mój nastrój, uspokajająco, kojąco. Oddzielne słowa składając się w całość tworzyły piękny tekst. Poznałam tą piosenkę, tak samo jak wykonawce. Harry Styles z One Direction zaśpiewał ją na castingu do Xfactora. Isn't she lovely. Jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości.
Wyciągnęłam z pudełeczka białą serwetkę i napisałam na niej mój numer. Miał zasłużyć na ten numer i to zrobił. Ciągle udając obojętną na jego osobę włożyłam małą serwetkę do papierowej torby razem z całym zamówieniem i postawiłam na blacie stołu powracając do pisania piosenek.
***
Rzuciłam się na łóżko oddychając głęboko. Trochę dziwnie się czułam po randce w bibliotece. Jaki chłopak poszedł by na randkę w takie miejsce.Zastanawiałam się czy w ogóle dobrze robię, że się z nim zadaję. Jutro jadę na turniej do Bournemouth. Za dwa tygodnie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem wystartuję na Blackpool i nie będę w Londynie przez tydzień. Następnie pokazy taneczne i jeszcze inne wyjazdy za granicę, a no i oczywiście spędzony tydzień na konferencji prasowej w Nowy Jorku
O Louis'm to nie wspomnę. Cały czas w trasie, jakieś wywiady, dodatkowe koncerty i nagrywanie płyt. To było coś nie możliwego. Związek nie osiągalny, koniec kropka.
Jednak w moich myślach pojawiła mała iskierka podpowiadająca mi, że to może być ekscytujące i pełne miłości.
Nagle do mojego pokoju przyszła mama
-Słuchaj, jutro o 6 rano pod naszym domem będzie stał bus. Macie 2 godziny drogi więc masz o 6 siedzieć w samochodzie razem z dziewczynami - odparła
Przytaknęłam i głęboko westchnęłam. Mama wyczuła mój strach i lęk. Podeszła do mnie bliżej i usiadła koło mnie.
-Co się dzieje ? - zapytała patrząc na mnie pytająco
-Obawiam się tego turnieju, nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że nie jestem wystarczająco przygotowana - powiedziałam nerwowo bawiąc się palcami
-Ja przez to też przechodziłam, stres, że nic nie potrafię, co ja tam w ogóle robię, po co ja tam przyjechałam, jednakże jak tylko weszłam na parkiet od razu przez moje ciało przechodziło mnóstwo endorfin i rozumiałam, że nie tańczę dla wyniku turnieju tylko dla siebie ponieważ to moja pasja - mówiła z takim zaangażowaniem jakby tęskniła za uczuciem jakie ogarniało ją za każdym razem
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mama zawsze mnie pokrzepiała. To było cudowne uczucie, że miałam takie wsparcie z jej strony
Wstała z łóżka i spojrzała na moje sukienki oraz ponownie obdarzyła mnie swoim spojrzeniem.
-Dziękuję - powiedziałam do niej kiedy wychodziła
Jednak w moich myślach pojawiła mała iskierka podpowiadająca mi, że to może być ekscytujące i pełne miłości.
Nagle do mojego pokoju przyszła mama
-Słuchaj, jutro o 6 rano pod naszym domem będzie stał bus. Macie 2 godziny drogi więc masz o 6 siedzieć w samochodzie razem z dziewczynami - odparła
Przytaknęłam i głęboko westchnęłam. Mama wyczuła mój strach i lęk. Podeszła do mnie bliżej i usiadła koło mnie.
-Co się dzieje ? - zapytała patrząc na mnie pytająco
-Obawiam się tego turnieju, nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że nie jestem wystarczająco przygotowana - powiedziałam nerwowo bawiąc się palcami
-Ja przez to też przechodziłam, stres, że nic nie potrafię, co ja tam w ogóle robię, po co ja tam przyjechałam, jednakże jak tylko weszłam na parkiet od razu przez moje ciało przechodziło mnóstwo endorfin i rozumiałam, że nie tańczę dla wyniku turnieju tylko dla siebie ponieważ to moja pasja - mówiła z takim zaangażowaniem jakby tęskniła za uczuciem jakie ogarniało ją za każdym razem
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mama zawsze mnie pokrzepiała. To było cudowne uczucie, że miałam takie wsparcie z jej strony
Wstała z łóżka i spojrzała na moje sukienki oraz ponownie obdarzyła mnie swoim spojrzeniem.
-Dziękuję - powiedziałam do niej kiedy wychodziła

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz