wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 6

-Czyli masz starszą o rok siostrę, która w ogóle nie jest co ciebie podobna i mieszka we Francji razem z twoim tatą ? - brunet próbował analizować każde słowo wypowiedziane w tym zdaniu
-Dokładnie - kiwnęłam twierdząco głową
Siedzieliśmy  w małej kawiarni na końcu miasta w, której można było czytać różne książki coś w stylu kawiarnianej biblioteki.
Głowę miałam pochyloną nad książką i co chwila sięgałam po kubek ciepłej kawy nie zwracając uwagi na chłopaka
-Zaraz wytłumacz mi jeszcze raz - odparł Louis plątający się w tym wszystkim
Wiedziałam, że będzie trzeba mu głębiej opowiedzieć o wszystkim więc włożyłam różową zakładkę do książki zaznaczając stronę, na której skończyłam czytać.
-Więc tak, w roku 1992 Ellie urodziłam się w Leicester, a rok później ja, przez 5 lat tam mieszkaliśmy, mama stawiała pierwsze kroki w managerowaniu tańca, a tata powoli rozkręcał karierę samochodową. Po właśnie tych kilku latach wyjechaliśmy do Francji gdzie tata dostał propozycje założenia komisu samochodów ciężarowych. Kupiliśmy dom i spędziliśmy tam dziesięć lat. Mojej mamie ciężko było prowadzić managment w innym kraju więc stwierdziła, że nie ma innego wyboru i przeprowadza się do Londynu, natomiast tata musiał zostać we Francji ze swoim zakładem. Ja pojechałam z mamą, zawsze była moim autorytetem i chodziłam za nią krok w krok. Ellie kochała Francję i nie zamierzała jej opuścić na stałe. Często razem z tatą przyjeżdżają, zazwyczaj raz na miesiąc albo dwa zależy. Ellie jest bardzo podobna do taty, a ja do mamy, mimo że dużo rzeczy nas różni. Oczy nas łączą i niesamowita miłość do tańca- wspominając to uśmiechałam się cały czas
-Jasne, rozumiem - zmarszczył brwi i sięgnął po kubek gorącego napoju
-Yyy, teraz ty coś opowiedz o sobie, nie tylko ja się będę udzielać - odparłam zamykając książkę i odkładając ją na bok
-Nie wiem, mam 4 siostry, kochającą mamę i biologicznego ojca którego nie nienawidzę - na ostatnie słowa z całej siły ścisnął dłonie
-Nie wolno w jego towarzystwie wspominać o ojcu. Powinnam to zanotować - pomyślałam i dotknęłam jego rąk i kręcąc głową
-Przepraszam - wyszeptał
Mrugnęłam oczami w akcie odpowiedzi
-A siostry, opowiesz coś o nich ? - zapytałam zmieniając temat
-Charlotte inaczej Lolitte ma prawie 13 lat...
***
(Mia)
Siedziałam przy blacie stołu pisząc tekst piosenki. Uwielbiałam śpiewać, a jeszcze bardziej pisać piosenki. Była to moja pasja życiowa. Nagle poczułam obecność osoby, która stała nade mną. Uniosłam lekko głowę i szybki ruchem ręki zamknęłam stary notes. Spojrzałam na chłopaka o bujnych lokach, zielonych oczach, które można by było porównywać do barwy nefrytu, i zabójczy uśmiech ukazujący po lewej stronie policzka dość pokaźny dołeczek. Przez moment nic nie potrafiłam z siebie wydusić. Chłopakowi widocznie sprawiało przyjemność patrzenie na mnie z góry 
-Tak ? - powiedziałam chłodnym tonem otulając się swetrem i zakrywając dekolt w mojej bluzce 
-Emm, poproszę 3 kawy latte na wynos i 4 dounty czekoladowe- powiedział spoglądając na menu umieszczone wysoko 
-I jeśli jeszcze można to poproszę twój numer- odparł lekko zachrypniętym głosem podnosząc swoimi palcami moją brodę 
Złapałam go za nadgarstek i odłożyłam dłoń na blat. Spojrzałam na niego prawie zabójczym wzrokiem 
-Musisz zasłużyć - prawie szepcząc odparłam i odkręciłam się na pięcie 
Usłyszałam ciche walnięcie w stół. Mogłam się założyć, że miliony dziewcząt od razu dają mu swój numer. Ja był inna, ja byłam nie osiągalna. Kątem oka patrzyłam na chłopaka. Stał zdenerwowany. Ja przygotowywałam zamówienie. Nagle odszedł. Zmarszczyłam brwi i zastanawiałam się co on może kombinować. W tym momencie po całej kawiarni rozległ się piękny głos, lekko zachrypnięty jednakże uroczy. Starałam nie zwracać na to uwagi jednak nie było to możliwe. 
Niskie dźwięki wydobywające się z jego pełnych malinowych ust działały na mój nastrój, uspokajająco, kojąco. Oddzielne słowa składając się w całość tworzyły piękny tekst. Poznałam tą piosenkę, tak samo jak wykonawce. Harry Styles z One Direction zaśpiewał ją na castingu do Xfactora. Isn't she lovely. Jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości. 
Wyciągnęłam z pudełeczka białą serwetkę i napisałam na niej mój numer. Miał zasłużyć na ten numer i to zrobił. Ciągle udając obojętną na jego osobę włożyłam małą serwetkę do papierowej torby razem z całym zamówieniem i postawiłam na blacie stołu powracając do pisania piosenek. 
***
Rzuciłam się na łóżko oddychając głęboko. Trochę dziwnie się czułam po randce w bibliotece. Jaki chłopak poszedł by na randkę w takie miejsce.Zastanawiałam się czy w ogóle dobrze robię, że się z nim zadaję. Jutro jadę na turniej do Bournemouth. Za dwa tygodnie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem wystartuję na Blackpool i nie będę w Londynie przez tydzień. Następnie pokazy taneczne i jeszcze inne wyjazdy za granicę, a no i oczywiście spędzony tydzień na konferencji prasowej w Nowy Jorku
O Louis'm to nie wspomnę. Cały czas w trasie, jakieś wywiady, dodatkowe koncerty i nagrywanie płyt. To było coś nie możliwego. Związek nie osiągalny, koniec kropka.
Jednak w moich myślach pojawiła mała iskierka podpowiadająca mi, że to może być ekscytujące i pełne miłości.
Nagle do mojego pokoju przyszła mama
-Słuchaj, jutro o 6 rano pod naszym domem będzie stał bus. Macie 2 godziny drogi więc masz o 6 siedzieć w samochodzie razem z dziewczynami - odparła
Przytaknęłam i głęboko westchnęłam. Mama wyczuła mój strach i lęk. Podeszła do mnie bliżej i usiadła koło mnie.
-Co się dzieje ? - zapytała patrząc na mnie pytająco
-Obawiam się tego turnieju, nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że nie jestem wystarczająco przygotowana - powiedziałam nerwowo bawiąc się palcami
-Ja przez to też przechodziłam, stres, że nic nie potrafię, co ja tam w ogóle robię, po co ja tam przyjechałam, jednakże jak tylko weszłam na parkiet od razu przez moje ciało przechodziło mnóstwo endorfin i rozumiałam, że nie tańczę dla wyniku turnieju tylko dla siebie ponieważ to moja pasja - mówiła z takim zaangażowaniem jakby tęskniła za uczuciem jakie ogarniało ją za każdym razem
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mama zawsze mnie pokrzepiała. To było cudowne uczucie, że miałam takie wsparcie z jej strony
Wstała z łóżka i spojrzała na moje sukienki oraz ponownie obdarzyła mnie swoim spojrzeniem.
-Dziękuję - powiedziałam do niej kiedy wychodziła

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 5

Mocno pchnęłam drzwi małej kawiarni znajdującej w środku miasta, Starbucks. Pracowała tam moja przyjaciółka Amelia. Piękna dziewczyna pochodząca z Cambrige. Jej cechą rozpoznawalną były długie i gęste purpurowe włosy opadające na ramiona. Miała śniadą cerę, uwydatnione kości policzkowe i pełne malinowe usta, które w uśmiechu odsłaniały dwa rzędy śnieżnobiałych, równych zębów. Oczy- brązowe, które zawsze skrywały jakąś tajemnice, przyozdobione długimi starannie wy tuszowanymi rzęsami. Mia nie przepadała za swoim akcentem, który moim zdaniem pasował do jej uroczego wyglądu.Jej uśmiech niezmiennie od dziecka zarażał każdego z kim przebywała. Jest bardzo nieśmiałą osobą, jednak bardzo pocieszającą. Jest moją dobrą wróżką, która zawsze nie spodziewanie pojawia się kiedy jej potrzebuję.
Od roku pracowała w Starbucks. Gdzieś musiała zacząć zanim miała wkroczyć w wielki i bezlitosny świat dorosłości. Mieszka kilka przecznic ode mnie, sama.
Opatulona w ciepły sweter siedziała zgarbiona i opierała swoją głowę o maleńką dłoń. Jak zwykle rysowała na drewnianym blacie nie znane ludzkości kształty 
-Hej, Pauline - usłyszałam ciepły głos za lady
-Hej, Mia - podeszłam bliżej opierając się o blat stołu
-To co zawsze ? - zapytał wstukując w ekran jakieś kody
-Nie, dziś poproszę dużą czekoladę z mnóstwem bitej śmietany i do tego ciasto czekoladowe - powiedziałam opierając swój policzek o dłoń
-Coś się stało, ja to wiem - odparła i zaczęła przygotowywać zamówienie
-Nie nic się nie dzieje - mówiłam przedłużając każdą samogłoskę w tym zdaniu
-Pauline, zawsze zamawiasz niskokaloryczny sok pomarańczowy i do tego zbożowe ciastka, a dziś poprosiłaś o największą bombę kaloryczną jaka tylko istnieje. Uwierz mi nic nie jest "ok" - odwróciła się w moją stronę i położyła rękę na biodrze
Przygryzłam wargę i przekręciłam oczyma. Przed nią nie dało się niczego ukryć.
Całą noc nie spałam. Nie mogłam przestać myśleć o Louis'm. Był taki bezbronny, a ja go tak bardzo raniłam. Tak pociągająco wyglądał jak stał oparty o futrynę drzwi sali. Ciarki przebiegły po moim całym ciele gdy tylko wypowiedział "Każdy twój ruch wywołuje u mnie dreszcze". W głowie wirował mi cały czas ten sam obraz, jak długimi palcami przejeżdżałam po ranach, które sama mu zadałam. Uroniłam jedną łzę. Spłynęła po moim bladym policzku pozostawiając po sobie jedynie smugę.
***

(Mia)

Patrzyłam przez duże okno na chodzących po londyńskich ulicach ludzi. Byli obojętni, zmarnowani, zmęczeni, dokładnie tak jak ja siedząc tu i nalewając kawę do kartonowych kubków. 
W tym momencie drzwi pchnęła znajoma mi postać. Gdziekolwiek wchodziła świat stawał się weselszy. Jej blond włosy, jak czysty piasek na Lazurowym Wybrzeżu, swobodnie opadały na jej ramiona. Blada cera i delikatne rysy twarzy idealnie komponowały się z jej charakterem. Była delikatna, miła i nad wyraz wrażliwa. Nie lubiła płakać mimo, że zdarzało się jej to często. Skąpiła makijażem, twierdziła, że prawdziwe piękno można ukazać się przez naturalność.  Jej piękny kształt oczu ukazywał niebieskie, wręcz błękitnie tęczówki. Oczy Pauline nigdy nie kłamały, nie ukrywały tajemnicy. Różowiutkie usta zawsze uśmiechały się do ludzi, blondynka nie potrafiła przejść koło biednego człowieka bez udzielenia mu pomocy. Jej wadą jest to, że nie łatwo ufa ludziom. Raz została skrzywdzona i pozostało jej to do dziś.
-No to opowiedz co się dzieje - odparłam siadając na przeciwko jej i patrząc na nią z wyrazem odpowiedzialności i troski 
Pauline westchnęła głęboko i zaczęła opowiadać 
-Wczoraj jak byłam w pracy usłyszałam głośny pisk opon i tłuczonego szkła. Tyle ile miałam siły w nogach pobiegłam w stronę skąd wydobywał się hałas. Zobaczyłam mój samochód cały w rozsypce. Wypadek spowodował - rzekła, przerywając i rozglądając się po lokalu 
-Louis Tomlinson - wyszeptała 
Zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Jej samochód był całym jej skarbem. Wyczekiwała swoich 18 urodzin, zbierała pieniądze i dołożyła się do swojego jedynego prezentu. Ale z drugiej strony poznała tego jednego chłopaka z One Direction. 
-To nie jest najgorsze - odparła oblizując łyżeczkę po bitej śmietanie 
Moje źrenice się rozszerzyły, co mogło ją spotkać gorszego niż stłuczka ?
-Byłam tak zdenerwowana, że zaczęłam go bić, drapać, zadawać bolesne ciosy, piszczałam i płakałam jednocześnie. Po jakimś czasie spojrzałam jemu w oczy i ujrzałam że zniszczyłam go fizycznie jak i psychicznie. Zabolało mnie to doszczętnie i uciekłam, a wiesz gdzie ja tylko mogę uciec, na salę taneczną. Położyłam się na parkiecie i zaczęłam głęboko oddychać. Następnie wstałam i poruszałam się w rytm muzyki. Usłyszałam chrząknięcie i zobaczyłam Louis'ego opartego o ramę drzwi. Ściągnął koszulkę i pokazał mi rany jakie mu zadałam. - z jej oczy zaczęły ronić małe kropelki łez
To nie był dla niej tylko chłopak, który spowodował stłuczkę. To był dla niej, ktoś kto odmieni jej życie i przekręci je o 180 stopni 
***
-Pauline, nie płacz, chłopak nie jest powodem do płaczu  - pocieszała mnie przyjaciółka wyjmując z torebki chusteczki higieniczne 
To było coś więcej niż małe i nie winne zauroczenie. Widząc jego śliczną twarz po moim ciele rozlewało się uczucie ciepła i bezpieczeństwa. W podbrzuszu czułam ból, jednak ten ból był przyjemny co było dla mnie całkiem nie wytłumaczalne. Jeśli jemu działa się jakaś krzywda ja czułam ją trzy razy mocniej. Jeśli on był smutny, przygnębiony i załamany ja również byłam. 
Nie rozumiałam tego, znałam go zaledwie kilka tygodni i już takim uczuciem go obdarzałam. 
-Amelio, ja nie wiem co robić - wyjąkałam wycierając oczy 
-Jak kocha to wróci - wyszeptała i poklepała mnie po ramieniu 
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów moja przyjaciółka wróciła do pracy, a ja zabierając resztki wyszłam z kawiarni. Podążałam za moją intuicją. Powolnym oraz chwiejnym krokiem szłam gdzie tylko nogi mnie niosły. Przed oczami miałam jedynie jeden obraz. Ja dotykająca poranionej PRZEZE MNIE skóry Louis'ego. 
Dotarłam do parku. Poczułam chłodny wiatr otulający moje nagie ramiona. Otuliłam się rękoma i usiadłam na najbliższej drewnianej ławce. Obserwowałam opadające na chłodny grunt liście, zeschnięte i martwe. Upadały na kałuże wody. Taki mały liść, a poruszył całą wodą. Westchnęłam głęboko i skuliłam się. 
-Też lubię posiedzieć sobie sam, tutaj, i pomyśleć - usłyszałam znajomy dla moich uszu ochrypnięty głos
Odwróciłam powoli głowę i ujrzałam tam bruneta z błękitnymi oczami i o urzekającym uśmiechu. 
Przeczesał palcami swoje włosy i położy rękę nie daleko moich barków 
Siedzieliśmy w ciszy. Powrócił ból podbrzusza, ciepło w całym ciele i uczucie bezpieczeństwa. 
-Skąd wiedziałeś, że będę na sali tanecznej ? - wyparowałam z pytaniem spoglądając na niego 
-Powiedzmy, że był to przypływ intuicji - odparł unosząc delikatnie prawy kącik ust 
Zachichotałam. Nikt nie wiedziałby gdzie zawsze uciekam oprócz Amelii i Leigh.
Nie pewnie oparłam się o jego tors. Usłyszałam ciche jęknięcie. Od razu podniosłam głowę i spojrzałam na Louis'ego
-Przepraszam - powiedziałam zabierając ręce jak najdalej od jego ciała  
-Połóż się, to działa na mnie kojąco - szepnął
Przeanalizowałam to co do mnie powiedział i ponownie ułożyłam się na jego klatce. Było tak miło, uroczo.
-Słuchaj...może chciałabyś pójść...ze mną...na ciastko i kawę - wyjąkał z wielkim trudem chłopak


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 4

Przez drewniane rolety wpadały ostre promienie słońca do mojego pokoju. Przetarłam jeszcze zamknięte oczy i powoli usiadłam na łóżku. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarny t-shirt i jeansy z wysokim stanem. Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Usmażyłam jajka i delikatnie położyłam na żółtym talerzu. Usłyszałam dzwonek telefonu i szybko sięgnęłam. Przeciągnęłam palcem po telefonie.
-Halo - powiedziałam przełykając posiłek
-Pauline, słuchaj bo ja mam jeden wolny etat, ja ty się nudzisz w wakacje, więc jak chcesz to przyjedź - usłyszałam głos mamy przez telefon
-No, z wielką chęcią - uradowana powiedziałam
Moja mama jak zwykle rozłączyła się w połowie zdania. Pokręciłam głową i wróciłam do jedzenia.
Myślałam o tym jak będzie cudownie uczyć kogoś tańczyć. Pozmywałam naczynia po sobie i poszłam do garażu. Stał tam mój samochód, który dostałam od całej mojej rodziny na osiemnastkę. Był najcudowniejszym samochodem jaki mogłam sobie wymarzyć. Toyota Rav4 koloru beżowego. Kochałam ten samochód.
Weszłam do środka i niechlujnie rzuciłam torbę. Włączyłam radio i powoli wyjechałam z garażu.
Całą drogę nuciłam piosenki, które były puszczane. Poruszałam się w ich rytmie.
Po 20 min jazdy zaparkowałam pod szkołą tańca. Byłam tak podekscytowana, że wręcz biegłam w stronę wejścia. Przy recepcji stała mama i z kimś rozmawiała.
-O hej, Pauline, rozgość się, to tu będziesz pracować - powiedziała wskazując mi biurko znajdujące się naprzeciw głównego wejścia
-Ale ja myślałam, że będę trenerką - odparłam ze zrezygnowaniem
-Znasz zasady, musisz mieć ukończone 20 lat i odnieść jakiś większy sukces - mówiła sącząc kawę
-Ale...- jęknęłam
-Bez żadnego ale - powiedziała krótko i poszła w stronę swojego gabinetu
-No cóż - pomyślałam i zajęłam swoje miejsce
Siedziałam przy biurku i patrzyłam się na ludzi. Jaki tu był tłok. Nie mogłam ogarnąć ty wszystkich pracowników.
-Te zestawienia mają być wysłane do WDC jeszcze dziś, są w sprawie turnieju. Załatw to - położył mi stek kartek na stole jakiś beznadziejny pedał
-Jak ja mam to wysłać ?! - spojrzałam się na niego pytająco
-Faksem ? - powiedział sarkastycznie i odszedł
Fuknęłam i odwróciłam się na pięcie
-WDC, WDC, WDC - szeptałam szukając w książce telefonicznej numeru
Wysyłając dokumenty usłyszałam pisk opon i  dźwięk pękającego szkła. Upuściłam kartki i pobiegłam do miejsca skąd dochodził ten hałaśliwy dźwięk. Widząc ten widok zamurowało mnie. Nie potrafiłam się ruszyć z miejsca. Miałam przed oczami mroczki. Poczułam zbierającą się złość w moim ciele.
-O nie - krzyknęłam widząc mój samochód w maleńkich kawałeczkach
Rzuciłam okiem na osobę stojącą obok mojego samochodu. Rozpoznałam go.
-TY IDIOTO, COŚ TY ZROBIŁ - zaczęłam się wydzierać, że cała okolica mnie słyszała
-Pauline - mówił, próbując mnie uspokoić
-TO BYŁ MÓJ SAMOCHÓD, MÓJ PREZENT, A TY PO PROSTU TO ZNISZCZYŁEŚ - czułam jak ściskam moje pięści
Zaczęłam się rzucać bić bruneta z całej siły, drapać go nie miłosiernie. Piszczałam i płakałam jednocześnie. 
Spojrzałam jak jego oczy zaczęły błyszczeć. Poczułam zażenowanie i złość, złość na siebie za to jak go skarciłam i zraniłam, psychicznie jak i fizycznie. Samochód mi zniszczył, to fakt, jednakże jeśli on by zginął ja bym sobie tego nie darowała.
Moje dłonie zaczęły się pocić, a całe ciało trząść. Adrenalina zaczęła spadać. Po policzku spłynęły mi dwie szkliste łzy. Popatrzyłam jak chłopak bije się z myślami i sam był na siebie zły. Uciekłam. Uciekłam chowając głowę w ręce. Pobiegłam tam gdzie nikt by mnie nie znalazł, czyli sala taneczna.
Jedynym sposobem, który mógł mnie uspokoić był taniec.
Włączyłam muzykę i położyłam się na chłodnym parkiecie. W lustrze obserwowałam głębokie ruchy mojej klatki piersiowej. Powoli wstałam i złączyłam swoje powieki. Uniosłam delikatnie barki w górę prowokując tym ruch moich rąk. Subtelnie poruszałam rękoma i swoim brzuchem kręciłam kółka w okół własnej osi. Te wszystkie ruchy dawały mi ukojenie. Mój oddech się ustabilizował, ciało ponownie zachowywało się prawidłowo. Usłyszałam chrząknięcie.
Gwałtownie otworzyłam powieki i przekręciłam głowę w miejsce gdzie usłyszałam ten dźwięk.
Stał tam Louis bawiący się nerwowo palcami opierający się o futrynę. Nie odezwałam się. Obserwowałam każdy jego ruch, każde jego westchnięcie czy mrugnięcie.
Przełknęłam ciężko ślinę i patrzyłam jak brunet do mnie podchodzi. Mierzyłam go wzrokiem w lustrze.
-Każdy twój ruch powoduje dreszcze na moim ciele - wychrypiał zmysłowo
Przez całe moje ciało przebiegły ciarki. Zamknęłam oczy aby to opanować. Oblizałam górną wargę nie spuszczając oczu z chłopaka. Byłam na niego zła jednak jego obecność przyprawiała mnie o poczucie bezpieczeństwa.
Zobaczyłam jak chłopak ściąga koszulkę. Przygryzłam dolną wargę widząc jego umięśnione ciało.
Moje oczy powiększyły się o kilka razy gdy ujrzałam zadrapania, siniaki i ślady po krwi.
Powoli odwróciłam się na pięcie i nie pewnie podeszłam do Louis'ego. Dotknęłam zranionych miejsc. Usłyszałam ciche syknięcia. Z moich oczu wypłynęły dwie łzy.
-Przepraszam - wydobyło się z moich ust krótkie przepraszam, które zapowiadało falę łez.
Kciukiem przetarł krople wody i musnął pełnymi wargami mój ciepły od płaczu policzek.
-To tylko i wyłącznie moja wina - szepnął po czym przybliżył mnie do siebie

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 3

Szłam powoli w tym deszczu. Czułam jak po moim ciele spływa woda, jak moje włosy tracą puszystość i stają się oklapnięte
-Czemu właśnie teraz ?! - szeptałam kuląc się z zimna
W tym momencie zaparkował przede mną czarny samochód. Wzdrygnęłam się.
Szyba zaczęła się opuszczać powoli i z samochodu wystawił głowę brunet na którego wylałam gorącą czekoladę
-Będziesz tak mokła czy pojedziesz ze mną - powiedział uśmiechając się tym swoim słodkim uśmiechem
Bacznie obserwowałam samochód tak samo jak jego kierowcę
-No właź, nie jestem żadnym zabójcą - zaśmiał się i wrócił na swoje miejsce
Nie śmiało podeszłam do drzwi pojazdu i złapałam mocno za klamkę. Wsiadłam do samochodu. Zaczęłam się rozglądać po całym samochodzie. Było czysto, za czysto jak na samochód mężczyzny. Siedziałam strasznie spięta. Tupałam nogą i opieram swoją ciężką głowę o prawą rękę.
-Tak w ogóle to jak masz na imię ? - zapytał ruszając z miejsca
-Pauline - opowiedziałam krótko ciągle oglądając spływające po szybie krople deszczu
-Śliczne imię - szepnął cicho myśląc, że ja nie usłyszałam
-No nic... To ty rozlałaś na mnie czekoladę - chichocząc spojrzał na mnie
Poczułam jak oblewam się rumieńcem, znowu takim czerwonokrwistym kolorem.
Uśmiechnął się swoim czarującym uśmiechem. Patrzyłam na niego cały czas. Był taki uroczy.
Potrząsnęłam głową na myśl o czym pomyślałam.
"Piosenkarze są dupy, rozwydrzone gwiazdeczki " powtarzałam sobie w głowie po cichu.
-Na jakiej ulicy mieszkasz ? - zapytał się mnie od razu jak wyjechaliśmy z miasta
-Milton Rd - krótko odparłam odkręcając głowę w stronę okna.
Podziwiałam widoki już spokojniejszej okolicy. Uśmiechałam się widząc radosnych ludzi pomimo panującej aury na zewnątrz.
Poczułam jak pojazd zaczął zwalniać. Spojrzałam przez szybę i rozpoznałam mój dom.
-No to jesteśmy na miejscu - odparła zaciągając ręczny
Wzięłam swoją torbę i spojrzałam brunetowi w oczy. Były takie piękne,  jak woda na lazurowym wybrzeżu. Mogłam zanurkować w tej wodzie i nigdy więcej z niej nie wychodzić.
Przygryzłam wargę i poczułam jak ponownie oblewam się rumieńcem. Był on jednak spokojniejszy i delikatniejszy niż ten poprzedni.
-Emm, dziękuję, że mnie podwiozłeś - powiedziałam odwracając wzrok od jego spojrzenia
-Nie ma za co - w odpowiedzi posłał mi ciepły uśmiech
Wychodząc z samochodu walnęłam się o futrynę
-Auć - pisnęłam z bólu
-Nic ci się nie stało ? - wyszedł z samochodu za mną Louis
-Nie nic - kręciłam głową dalej trzymając rękę na bolący miejscu
Brunet złapał mnie za nadgarstek i opuścił moją dłoń. Delikatnie odgarną moje włosy z czoła i czule musną swoimi ciepłymi wargami moje czoło. Poczułam jak jakieś uczucie wypełnia mnie od środka. Nie potrafiłam określić jakie, ale wiem, że było najcudowniejszym uczuciem jakie dotąd mogłam poczuć w całym moim życiu
Miękką dłonią przejechał po moim policzku i znów spojrzał mi głęboko w oczy.
-Lepiej ? - zapytał uśmiechając się do mnie
-Mhym - burknęłam przełykając ciężko ślinę
Patrzyłam jak Louis oddala się. Stałam w jednym miejscu i nie potrafiłam się ruszyć.Nie obchodziło mnie to jak mocno mógł padać deszcz. Oczy miałam otwarte szeroko. Nie potrafiłam określić co przed chwilą się stało. Mrugnęłam parę razy i mocno obróciłam się na stopach. Stawiając chwiejnie kroki doszłam do drzwi mojego domu.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Oparłam się całym ciężarem ciała na drzwiach i osunęłam się na podłogę.
-Wow - szepnęłam zdając sobie sprawę co przed chwilą się stało
Potrząsnęłam głową i ruszyłam do kuchni. Idąc cały czas potykałam się o własne nogi albo wpadałam na różne przedmioty.
-Boże, co się ze mną dzieje - powiedziałam siadając na wysokim krześle stojącym w kuchni
Włączyłam laptopa i weszłam na skypa. Zaświeciła mi się zielona ikonka u mojej przyjaciółki, Leigh- Anne
-Leigh-Anne, proszę odbierz -  niecierpliwie tupałam nogami i kręciłam się na krześle
-Elo - usłyszałam znajomy głos z mojego laptopa
-No nareszcie - powiedziałam zatrzymując się w jednym miejscu
-Co tam się stało - zapytała mnie brunetka opierając swoją głowę na zgrabnych dłoniach
-Mam tylko jedno pytanie - przęknęłam z trudem ślinę i mocno zacisnęłam powieki
Nie chciała, żeby ta myśl przeszła mi kiedykolwiek przez głowę. Wzięłam głęboki wdech i wydusiłam to z siebie
-Co ja robię jeśli ktoś mi się podoba ? - zapytałam chowając głowę w dłonie
Leigh- Anne obserwowała mnie badawczo i uśmiechała się
-Więc przygryzasz wargę, kręcisz oczami i próbujesz denerwować daną osobę - odparła ciągle na mnie patrząc
Poczułam jak kamień spada mi z serca. To nie był żaden z symptomów który by pasował do mojego dzisiejszego dnia.
-Ale jeśli ktoś ci się podoba na maksa to wpadasz na wszystkich, nogi ci się plączą itp. - powiedziała uśmiechając się i sięgając po szklankę jakiegoś napoju 
-Ale przecież to nie możliwe...- dodała
-Eeem Leigh-Anne, muszę kończyć bo.....pranie muszę nastawić, pa - z mocnym impetem zatrzasnęłam laptopa
 

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 2

-Pauline, ile mam na ciebie czekać ?! - słyszałam donośny krzyk z dołu mojej mamy
-No już - odpowiedziałam zarzucając czarną torbę na ramię
Zbiegając po schodach ślizgały mi się nogi i prawie się wywaliłam. Spojrzałam na mamę ubraną jak zwykle elegancko.
-No nareszcie - odparła zabierając z kuchennego blatu torbę
Przed naszym domem stał czarny Range Rover, służbowy samochód mamy. Prawą ręką złapałam za klamkę i przyciągnęłam drzwi do siebie. Usiadłam na skórzanym siedzeniu i wyjęłam telefon. Fioletowe słuchawki włożyłam do uszu i zaczęłam słuchać muzyki. Poruszałam się w rytm muzyki.
Tupałam na zmianę stopami, tułowiem rysowałam w powietrzu delikatnie zaokrąglone fale, a palcami wypstrikiwałam rytm piosenki.
W tym momencie spojrzałam na mamę. Była jakaś zdenerwowana, gryzła się z własnymi myślami.
Zawsze jak jechała samochodem włączała radio i zachowywała się ja szalona nastolatka, dziś była swoim przeciwieństwem. Surowy wyraz twarzy, przenikliwe spojrzenie i sztywna postawa ciała.
-Mamo, coś się dzieje ? - zapytałam wyciągając słuchawki z uszu
-Nie, nic się nie stało - odparła patrząc przed siebie nie zmieniając wyrazu twarzy
Przygryzłam wargę i położyłam głowę na mojej lewej dłoni. Patrzyłam przed siebie podziwiając krajobrazy wielkiego miasta Londyn.
Wychodząc z samochodu zabrałam torby i skierowałam się do wejścia.
Poszłam do szatni i zaczęłam się rozbierać. Włożyłam na siebie krótki czarny top z długim rękawem i w tym samym kolorze legginsy. Z czerwonej torebki wyjęłam złociste buty do tańca. Były na wysokim obcasie, a pasek w tym samym kolorze oplatał delikatnie moją kostkę. Paseczki utrzymujące moją stopę w ryzach zebrane były razem w jednym punkcie i subtelnie owleczone
małym supełkiem. Były takie piękne, że zawsze na nie patrzyłam z wielkim umiłowaniem.
Wyszłam z szatni i skierowałam się na salę w której miałam mieć zajęcia. Złapałam za srebrną klamkę i pociągnęłam drzwi mocno w swoją stronę. Znieruchomiałam widząc 5 poznanych mi kilka dni temu osób. Loczek, blondynek, prawie łysy, szatyn z blond pasemkiem i Louis. Jęknęłam widząc ich trenujących
- Spójrz na plan - odparła jedna z trenerek pracujących tutaj
Jednym krokiem w tył wróciłam za drzwi i spojrzałam na białą kartkę wiszącą na drewnianych drzwiach
Godz 11:00 - 12:30 One Direction/ Pauline, Nathan 
  Co ?! - pomyślałam
Chodząc na palcach weszłam na salę i jej brzegiem przeszłam na drugą połowę.
Zaczęłam się rozgrzewać i próbować coś tańczyć. Słyszałam w oddali liczenie Edith, trenerki do teledysku chłopców
Przez moment obserwowałam ich bacznie. Niczym szczególnym nie wyróżniali się spośród tancerzy, którzy tańczyli razem z nimi. Umywali się, znikali.
Przygryzłam wargę i bacznie mierzyłam wzrokiem Louisa.
-"Nie to tylko zwykły piosenkarz, Pauline przecież ty nie lubisz rozwydrzonych gwiazdeczek - mówiłam sobie w myślach podnosząc wzrok do góry.
Po paru minutach przyszedł mój partner i zaczęliśmy trenować. Włączyłam po cichu muzykę do rumby. Była taka delikatna jak puszczona na wiatr muślinowa chusta. Taka i ja miałam być.
Zaczęłam delikatnie oplatywać się swoimi dłońmi i subtelnie głaskać swoje ciało powodując dreszcze na swojej skórze.
Nathan, w tańcu, był najbardziej męskim facetem na świecie. Stanął i czekał na moją reakcję. Podbiegłam do niego jak malutka sarenka szukająca bezpieczeństwa na świecie. Czując dostatecznie jego obecność miękko dotknęłam jego klatki piersiowej jakby była najbardziej kruchą rzeczą na świecie. Mając świadomość jego bliskości, czule położyłam swoją głowę na jego ramieniu jednocześnie wtulając się w jego umięśnione ciało. Nat zwinnie złapał mnie pod udami podnosząc jak najlżejsze piórko i kręcąc się wokół własnej osi. Opuszczając mnie na ziemię złapał mnie mocno za nadgarstek, a ja wyciągając się w górę, chciałam uciec jak młody ptak.
Łagodnie, jakbym nie chciała skrzywdzić parkietu wirowałam w rytm niezwykle cudownej muzyki.
***
Usłyszałem dźwięki delikatnej dla uszu muzyki. Nie słucham tego typu piosenek, jednak ta mnie mocno chwyciła za serce. Odwróciłem się na pięcie. W rytm niesamowitej muzyki blondynka, którą poznałem kilka dni temu, tańczyła, pokazując całemu światu jaką piękną kobietą jest. Z całego jej tańca tryskał seksapil, dojrzałość i miłość.Była odważna w swoich ruchach i niezwykle wzruszająca. Widziałem w jej oczach łzy, jednakże patrząc na jej partnera ogarnęła mnie zazdrość. Nie wiem dlaczego, przecież nawet nie znam jej imienia, wiem jedynie, że była najpiękniejszą kobietą na sali. Zmysłowo muskała parkiet jakby był jej najlepszym przyjacielem.
Poczułem jak ktoś łapię mnie za prawe ramię.Spojrzałem na mojego przyjaciela, Harrego
-Ale ona cudownie tańczy - szepnąłem nie spuszczając wzroku z pięknej brunetki
-To podejdź do niej i pogadaj, bo inaczej ja zaingeruję - odparł i uśmiechnął się szyderczo
Pokręciłem głową, miałem za mało odwagi.
***
-Nat, to chyba na dziś tyle - odparłam sięgając po butelkę wody stojącą na parapecie 
Zwinnym  ruchem odwróciłam się i szukałam wzrokiem Louis'ego. Widziałam jak wychodził z sali i rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi. Zmarszczyłam czoło i zaczęłam mówić szeptem do siebie 
-Czego się spodziewałam, że przyjdzie do mnie i powie jaka ty jesteś wspaniała ?! - pokręciłam głową i zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby. Wyszłam z sali treningowej i poszłam w stronę łazienek. 
Wzięłam szybki prysznic i zaczęłam się ubierać. 
Zanim wyszłam z budynku spojrzałam jak zaczął padać deszcz. 
-Świetnie - szepnęłam  




sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 1

-Tak, słucham - usłyszałam głos mamy z biura
Moja mama była kiedyś tancerką tańca towarzyskiego, teraz kiedy jest na tz "emeryturze tanecznej" otworzyła swoje własne studio tańca wszystkich stylów tanecznych. Pracowała z różnymi sławnymi gwiazdami The Wanted, Amelia Lily itp. Czasami fajnie było się pochwalić znajomym z kim się spotkałam. Ale traciłam wolny czas z mamą. Bez przerwy siedziała w biurze, albo w studio załatwiając turnieje, stroje, tancerzy i nowe propozycje pracy
-O One Direction, jeszcze z nimi nie pracowałam - powiedziała zaskoczona
Podsłuchiwałam całą rozmowę siedząc pod drzwiami. Jak zwykle z resztą.
-Czyli to będzie praca nad nowym teledyskiem, a tancerze nie będą wam potrzebni ? - z zainteresowaniem prowadziła konewrsację
-Tak, rozumiem, na tego e-maila, wyślę wszystkie informacje i miejsce prób -
-O kurczę - szepnęłam i pobiegłam w stronę swojej sypialni
Usłyszałam jak mama odłożyła słuchawkę. Narzuciłam się kołdrą i udawałam, że śpię.
Poczułam obecność kogoś w moim pokoju.
Moja mama przyszła, westchnęła głęboko i wyszła zamykając za sobą drzwi.
***
-Pauline, wstawaj - usłyszałam naszą gosposię 
Znowu, kolejny nudny dzień. Wstałam i spojrzałam przez okno. Jak to zwykle jest w Londynie padał deszcz. Małe krople uderzały o szybę. Patrzyłam przez chwilę i obserwowałam zmęczonych codziennością ludzi. 
-Pauline !!! - ponownie usłyszałam wołanie 
Założyłam dres i zeszłam na dół. Powoli schodziłam z drewnianych schodów czując zapach śniadania.
Przy kuchence stała moja gosposia Georgia, która zajmowała się domem cały czas. Była oddana swojej pracy i najwidoczniej ją lubiła.
-Pauline, mama już pojechała do pracy, powiedziała, że dziś masz trening - odparła podając mi śniadanie
-Nie mam 5 lat, wiem kiedy mam trening - odparłam nie miłym  tonem
-Wykonuję tylko swoje polecenia - powiedziała i wróciła do pracy
Patrzyłam się na miskę pełną płatków owsianych, owoców i jogurtu naturalnego. Zanurzyłam łyżeczkę w posiłku i patrzyłam jak szybko go ubywa.
Zeszłam z wysokiego krzesła, odłożyłam talerz do zmywarki i powędrowałam do salonu.
-Nudy...nudy...nudy - mruczałam pod nosem przełączając kolejne mało interesujące seriale, programy itp.
Zostawiłam jakiś program i oglądałam go przez jakiś czas, dopóki nie spojrzałam w lustro wiszące nie daleko telewizora.
Moje odbicie było straszne. Podeszłam bliżej by móc się bardziej przyjrzeć mankamentom.
Westchnęłam i podrapałam się po głowie. Tłuste włosy, zapadnięte oczy, zęby wręcz żółte, wystające obojczyki, niewyregulowane brwi i blada cera.
-Mam 19 lat, jestem dorosła muszę stać się kimś, kim zawsze chciałam być - szepnęłam
Pobiegłam na górę do łazienki i próbowałam coś zmienić. Włączyłam głośno muzykę i zaczęłam się szykować.
Weszłam pod prysznic i zaczęłam myć całe swoje ciało żelem pod prysznic o zapachu kakaowym.
-Lalalaala - śpiewałam w rytm piosenki
Wychodząc spod prysznica owinęłam się mięciutkim ręcznikiem. Zaczęłam regulować brwi.
-Auć - mówiłam z każdym wyrywanym włoskiem
-Tak lepiej - powiedziałam po skończonym "zabiegu"
Wreszcie zaczęłam się uśmiechać. Podobało mi się to co widziałam.
Związałam włosy w zgrabnego koczka, pomalowałam się delikatnie i poszłam do garderoby, żeby znaleźć jakieś stosowne ubranie.
-Pauline, Nathan przyjechał - usłyszałam głos gosposi
-Już schodzę - odparłam i zabrałam moją torbę z rzeczami
Zbiegłam szybko po schodach, zarzuciłam swoją skórzaną kurtkę i krzyknęłam
-Pa Georgia -
Zatrzasnęłam za sobą drzwi. Przed moim domem stał czerwony samochód. Wyszedł z niego mój partner, Nathan. Był przystojny i nie jednej dziewczynie zabierał dech w piersiach. Zawsze miał idealnie wymodelowane włosy i ten idealny uśmiech
-Hej - przywitał mnie wychodząc z samochodu
-Hej, dzięki, że po mnie przyjechałeś - przytuliłam go i weszłam do samochodu
Nat był cudownym chłopakiem, który pocieszał mnie w każdej słabej chwili i służył pomocą. Jednak nie był to mój ideał chłopaka. Chciałabym, żeby mój wybranek miał niesamowite poczucie humoru jednak w pewnych sytuacjach zachowywał się poważnie, dążył za wszelką cenę do spełnienia swoich marzeń i żeby dla swojej miłości mógł porzucić wszystko.
Przez całą drogę rozmawialiśmy o przyszłych turniejach, pokazach i nadchodzących szkoleniach. Nudziło mnie to trochę. Za każdym razem rozmawialiśmy o jednym. Jak dojść do sławy.
-Nat, za chwilę przyjdę na salę, muszę pójść do mamy - odparłam wychodząc z samochodu
Przed studiem było mnóstwo ludzi krzyczących, piszczących i próbujących przedostać się do środka. Wyglądali na szczęśliwych i starających się spełnić swoje marzenie. Tworzyli jedną wielką rodzinę, a nie oddzielne osoby.
-A gdzie ty się wybierasz ? - zatrzymał mnie surowy ochroniarz
Spojrzałam na plakietkę przyczepioną do jego błękitnej koszuli. "James"
-Panie James, ja tu trenuję - odparłam bardzo spokojnie
-Jakiś dowód na to ?- powiedział, jednak nie wyglądał ubłagalnie
Przygryzłam wargę i szukałam pretekstu, aby mnie wpuścił. Sięgnęłam do kieszeni po telefon i wykręciłam numer do mamy
-Mamo ! - krzyknęłam
-Co się stało ? - powiedziała zdenerwowana
-Przerwałaś mi w spotkaniu - dodała jeszcze bardziej rozzłoszczona
-Ochrona mnie nie chcę wpuścić - odparłam tupiąc nogą i grymasząc
-Zaraz to załatwię - westchnęła głęboko i się rozłączyła
Nałożyłam rękę na rękę i obserwowałam ochroniarza, stał napuszony, jednakże wykonywał swoją pracę prawidłowo
Nagle zza drzwi wyszła młoda kobieta o blond włosach z teczką w ręku
-Chodź Pauline - powiedziała i uśmiechnęła się do mnie
Spojrzałam na nią pytająco, nie wiedziałam co to była za kobieta, ale to była moja jedyna szansa, aby wejść do środka
Niepewnie weszłam do środka i szłam krok w krok za blondynką
-Kim jesteś ? - zapytałam obserwując ją bacznie
-Ojej, przepraszam za moje nie wychowanie. Jestem Alex nową asystentką twojej mamy - powiedziała wyciągając do mnie dłoń
Spodobała mi się. Uśmiechnięta, miła i blondynka, ładna blondynka.
-Pauline - wyciągnęłam rękę posyłając ciepły uśmiech
-Twoja mama chciała się z Tobą widzieć - odparła podchodząc do blatu biurka
-Alex, masz jakąś czekoladę do picia ? - zapytałam czując pragnienie
- Automat z gorącymi napojami jest koło wejścia - oznajmiła wypełniając jakieś dokumenty
-Dzięki - odpowiedziałam i poszłam we wskazanym kierunku
Kupiłam czekoladę i poszłam do gabinetu mamy. Złapałam za klamkę i mocno pociągnęłam w swoją stronę. Nagle wpadł na mnie jakiś brunet, a ja rozlałam na niego mój napój
-Kur.... - chłopak nie skończył, przerwał, nie wiem dlaczego, spojrzał na mnie
-Przepraszam, cię bardzo, jest mi tak głupio- zaczęłam się tłumaczyć
Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, czułam jak oblewam się rumieńcem, nie różowiutkim, lecz czerwonym, wręcz krwistym
-Nic się nie stało - powiedział ciepłym głosem brunet
Złapał moją brodę i delikatnie uniósł moją twarz. Uśmiechał się, zielononiebieskie oczy śmiały się, nie był zły, cieszył się.
Speszyłam się i spojrzałam w stronę reszty chłopaków. Wyglądali na bardzo zaskoczonych całą tą sytuacją. Tak samo jak ja. Nie spodziewałam się, że ten pięknooki chłopak ta zareaguje na to, że rozlałam na nim czekoladę.
-Pauline - usłyszałam niezadowolony głos mamy
-Pani Edwards, nic się nie stało - powiedział chłopak odkręcając się w stronę mamy
-Pauline ci ją upierze, Louis - powiedziała patrząc mi w oczy tym swoim surowym spojrzeniem
-Louis,jakie piękne imię- szepnęłam
Odwróciłam się na pięcie ponownie patrząc Louis'emu w oczy i szepcząc przepraszam. Patrzyłam na nich cały czas dopóki nie zniknęli mi z pola widzenia
Przystojniak puścił mi oczko. Delikatnie prawie nie zauważalnie uśmiechnęłam się.
-Pauline, prawdopodobnie będą to moi najlepsi klienci a ty rozlałaś kawę - powiedziała kręcą głową i opierając się o biurko
-Przepraszam...- spuściłam głowę
Przez moment panowała ta okropna głucha cisza.
-No nic, ważne, że przyjęli to całkiem miło...No nic, chciałabym, żebyś się zachowywała stosownie kiedy oni będą tu przebywać - odparła siadając za biurkiem