Mocno pchnęłam drzwi małej kawiarni znajdującej w środku miasta, Starbucks. Pracowała tam moja przyjaciółka Amelia. Piękna dziewczyna pochodząca z Cambrige. Jej cechą rozpoznawalną były długie i gęste purpurowe włosy opadające na ramiona. Miała śniadą cerę, uwydatnione kości policzkowe i pełne malinowe usta, które w uśmiechu odsłaniały dwa rzędy śnieżnobiałych, równych zębów. Oczy- brązowe, które zawsze skrywały jakąś tajemnice, przyozdobione długimi starannie wy tuszowanymi rzęsami. Mia nie przepadała za swoim akcentem, który moim zdaniem pasował do jej uroczego wyglądu.Jej uśmiech niezmiennie od dziecka zarażał każdego z kim przebywała. Jest bardzo nieśmiałą osobą, jednak bardzo pocieszającą. Jest moją dobrą wróżką, która zawsze nie spodziewanie pojawia się kiedy jej potrzebuję. Od roku pracowała w Starbucks. Gdzieś musiała zacząć zanim miała wkroczyć w wielki i bezlitosny świat dorosłości. Mieszka kilka przecznic ode mnie, sama.
Opatulona w ciepły sweter siedziała zgarbiona i opierała swoją głowę o maleńką dłoń. Jak zwykle rysowała na drewnianym blacie nie znane ludzkości kształty
-Hej, Pauline - usłyszałam ciepły głos za lady
-Hej, Mia - podeszłam bliżej opierając się o blat stołu
-To co zawsze ? - zapytał wstukując w ekran jakieś kody
-Nie, dziś poproszę dużą czekoladę z mnóstwem bitej śmietany i do tego ciasto czekoladowe - powiedziałam opierając swój policzek o dłoń
-Coś się stało, ja to wiem - odparła i zaczęła przygotowywać zamówienie
-Nie nic się nie dzieje - mówiłam przedłużając każdą samogłoskę w tym zdaniu
-Pauline, zawsze zamawiasz niskokaloryczny sok pomarańczowy i do tego zbożowe ciastka, a dziś poprosiłaś o największą bombę kaloryczną jaka tylko istnieje. Uwierz mi nic nie jest "ok" - odwróciła się w moją stronę i położyła rękę na biodrze
Przygryzłam wargę i przekręciłam oczyma. Przed nią nie dało się niczego ukryć.
Całą noc nie spałam. Nie mogłam przestać myśleć o Louis'm. Był taki bezbronny, a ja go tak bardzo raniłam. Tak pociągająco wyglądał jak stał oparty o futrynę drzwi sali. Ciarki przebiegły po moim całym ciele gdy tylko wypowiedział "Każdy twój ruch wywołuje u mnie dreszcze". W głowie wirował mi cały czas ten sam obraz, jak długimi palcami przejeżdżałam po ranach, które sama mu zadałam. Uroniłam jedną łzę. Spłynęła po moim bladym policzku pozostawiając po sobie jedynie smugę.
***
(Mia)
Patrzyłam przez duże okno na chodzących po londyńskich ulicach ludzi. Byli obojętni, zmarnowani, zmęczeni, dokładnie tak jak ja siedząc tu i nalewając kawę do kartonowych kubków.
W tym momencie drzwi pchnęła znajoma mi postać. Gdziekolwiek wchodziła świat stawał się weselszy. Jej blond włosy, jak czysty piasek na Lazurowym Wybrzeżu, swobodnie opadały na jej ramiona. Blada cera i delikatne rysy twarzy idealnie komponowały się z jej charakterem. Była delikatna, miła i nad wyraz wrażliwa. Nie lubiła płakać mimo, że zdarzało się jej to często. Skąpiła makijażem, twierdziła, że prawdziwe piękno można ukazać się przez naturalność. Jej piękny kształt oczu ukazywał niebieskie, wręcz błękitnie tęczówki. Oczy Pauline nigdy nie kłamały, nie ukrywały tajemnicy. Różowiutkie usta zawsze uśmiechały się do ludzi, blondynka nie potrafiła przejść koło biednego człowieka bez udzielenia mu pomocy. Jej wadą jest to, że nie łatwo ufa ludziom. Raz została skrzywdzona i pozostało jej to do dziś.
-No to opowiedz co się dzieje - odparłam siadając na przeciwko jej i patrząc na nią z wyrazem odpowiedzialności i troski
Pauline westchnęła głęboko i zaczęła opowiadać
-Wczoraj jak byłam w pracy usłyszałam głośny pisk opon i tłuczonego szkła. Tyle ile miałam siły w nogach pobiegłam w stronę skąd wydobywał się hałas. Zobaczyłam mój samochód cały w rozsypce. Wypadek spowodował - rzekła, przerywając i rozglądając się po lokalu
-Louis Tomlinson - wyszeptała
Zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Jej samochód był całym jej skarbem. Wyczekiwała swoich 18 urodzin, zbierała pieniądze i dołożyła się do swojego jedynego prezentu. Ale z drugiej strony poznała tego jednego chłopaka z One Direction.
-To nie jest najgorsze - odparła oblizując łyżeczkę po bitej śmietanie
Moje źrenice się rozszerzyły, co mogło ją spotkać gorszego niż stłuczka ?
-Byłam tak zdenerwowana, że zaczęłam go bić, drapać, zadawać bolesne ciosy, piszczałam i płakałam jednocześnie. Po jakimś czasie spojrzałam jemu w oczy i ujrzałam że zniszczyłam go fizycznie jak i psychicznie. Zabolało mnie to doszczętnie i uciekłam, a wiesz gdzie ja tylko mogę uciec, na salę taneczną. Położyłam się na parkiecie i zaczęłam głęboko oddychać. Następnie wstałam i poruszałam się w rytm muzyki. Usłyszałam chrząknięcie i zobaczyłam Louis'ego opartego o ramę drzwi. Ściągnął koszulkę i pokazał mi rany jakie mu zadałam. - z jej oczy zaczęły ronić małe kropelki łez
To nie był dla niej tylko chłopak, który spowodował stłuczkę. To był dla niej, ktoś kto odmieni jej życie i przekręci je o 180 stopni
To nie był dla niej tylko chłopak, który spowodował stłuczkę. To był dla niej, ktoś kto odmieni jej życie i przekręci je o 180 stopni
***
-Pauline, nie płacz, chłopak nie jest powodem do płaczu - pocieszała mnie przyjaciółka wyjmując z torebki chusteczki higieniczne
To było coś więcej niż małe i nie winne zauroczenie. Widząc jego śliczną twarz po moim ciele rozlewało się uczucie ciepła i bezpieczeństwa. W podbrzuszu czułam ból, jednak ten ból był przyjemny co było dla mnie całkiem nie wytłumaczalne. Jeśli jemu działa się jakaś krzywda ja czułam ją trzy razy mocniej. Jeśli on był smutny, przygnębiony i załamany ja również byłam.
Nie rozumiałam tego, znałam go zaledwie kilka tygodni i już takim uczuciem go obdarzałam.
-Amelio, ja nie wiem co robić - wyjąkałam wycierając oczy
-Jak kocha to wróci - wyszeptała i poklepała mnie po ramieniu
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów moja przyjaciółka wróciła do pracy, a ja zabierając resztki wyszłam z kawiarni. Podążałam za moją intuicją. Powolnym oraz chwiejnym krokiem szłam gdzie tylko nogi mnie niosły. Przed oczami miałam jedynie jeden obraz. Ja dotykająca poranionej PRZEZE MNIE skóry Louis'ego.
Dotarłam do parku. Poczułam chłodny wiatr otulający moje nagie ramiona. Otuliłam się rękoma i usiadłam na najbliższej drewnianej ławce. Obserwowałam opadające na chłodny grunt liście, zeschnięte i martwe. Upadały na kałuże wody. Taki mały liść, a poruszył całą wodą. Westchnęłam głęboko i skuliłam się.
-Też lubię posiedzieć sobie sam, tutaj, i pomyśleć - usłyszałam znajomy dla moich uszu ochrypnięty głos
Odwróciłam powoli głowę i ujrzałam tam bruneta z błękitnymi oczami i o urzekającym uśmiechu.
Przeczesał palcami swoje włosy i położy rękę nie daleko moich barków
Siedzieliśmy w ciszy. Powrócił ból podbrzusza, ciepło w całym ciele i uczucie bezpieczeństwa.
-Skąd wiedziałeś, że będę na sali tanecznej ? - wyparowałam z pytaniem spoglądając na niego
-Powiedzmy, że był to przypływ intuicji - odparł unosząc delikatnie prawy kącik ust
Zachichotałam. Nikt nie wiedziałby gdzie zawsze uciekam oprócz Amelii i Leigh.
Nie pewnie oparłam się o jego tors. Usłyszałam ciche jęknięcie. Od razu podniosłam głowę i spojrzałam na Louis'ego
-Przepraszam - powiedziałam zabierając ręce jak najdalej od jego ciała
-Połóż się, to działa na mnie kojąco - szepnął
Przeanalizowałam to co do mnie powiedział i ponownie ułożyłam się na jego klatce. Było tak miło, uroczo.
-Słuchaj...może chciałabyś pójść...ze mną...na ciastko i kawę - wyjąkał z wielkim trudem chłopak
Nie pewnie oparłam się o jego tors. Usłyszałam ciche jęknięcie. Od razu podniosłam głowę i spojrzałam na Louis'ego
-Przepraszam - powiedziałam zabierając ręce jak najdalej od jego ciała
-Połóż się, to działa na mnie kojąco - szepnął
Przeanalizowałam to co do mnie powiedział i ponownie ułożyłam się na jego klatce. Było tak miło, uroczo.
-Słuchaj...może chciałabyś pójść...ze mną...na ciastko i kawę - wyjąkał z wielkim trudem chłopak
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz