piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 9

Otworzyłam szeroko oczy i ospale podniosłam swoje ciało. Ujrzałam po mojej prawej stronie bruneta śpiącego bez koszulki. Jego ciało było wręcz idealnie zbudowane i ozdobione bardzo dużą ilością tatuaży. Jego włosy nie były ułożone jak zwykle idealnie na sztywno, lecz opadały mu na czoło końcówkami zaczepiąc o jego długie rzęsy.
Na ten widok nie mogłam powstrzymać podniecenia. Jaki on jest seksowny- pomyślałam przygryzając wargę
Długimi tipsami pozostałymi po turnieju przejechałam po jego torsie kreśląc kółka wokół pępka i mięśni brzucha. Jego klatka delikatnie za wibrowała i wydobyło się z niej gardłowe mruknięcie. Oba kąciki ust Tommo uniosły się w akcie zadowolenia. Moje poliki oblał typowy rumieniec. Nie wiedziałam jak mam się zachować. Nigdy nie przeżywałam takiego uczucia. Jaka dziewczyna nie marzyła, aby poślubić księcia z bajki, który będzie typowym romantykiem i  dobrym ojcem. A ja jestem zauroczona chłopakiem, którego ledwie poznałam, na którego wylałam najpyszniejszą czekoladę i o którym praktycznie nie wiem nic.
Zostawiłam chłopaka i przykryłam jego ciało ciepłym kocem.
Zeszłam powoli po drewnianych schodach zamierzając przygotować śniadanie. Wyjęłam z lodówki potrzebne produkty i zabrałam się do gotowania. Na dźwięk męskich kroków od razu się ucieszyłam i poczułam co dziwne bardzo przyjemny ucisk w brzuchu. Chłopak podchodząc do mnie bliżej objął mnie w talii i oparł głowę na moim lewym ramieniu.
-Dzień dobry, tancereczko - odparł ospałym, ale seksownym głosem
Na sam dźwięk tych słów zrobiło mi się słabo.
-Dzień dobry, Tommo - odpowiedziałam odkręcając się w jego stronę
Jego oczy były przymrużone od dużej ilości światła wpadającego do kuchni. Usta cały czas były wykrzywione w uśmiech
Czułam się bardzo nieswojo. Tak szybko to wszystko się potoczyło. Znałam go tylko z pracy. W szkole tańca pracowali nad teledyskiem i choreografiami do piosenek, co i tak im nie wychodziło, a ja pracowałam w recepcji i trenowałam na tej samej sali co oni.
Przygotowany ciepły posiłek położyłam na stole i usiadłam naprzeciwko chłopaka.
-Ale zapach- powiedział sięgając po sztućce
Jedliśmy razem naleśniki i rozmawialiśmy na różne tematy.
Nagle dość głośny dźwięk telefonu spowodował, że Louis nerwowo wstał z krzesła. Wpatrywałam się w niego czekając na jakąś reakcje z jego strony.
-Halo - powiedział twardo odkręcając się plecami do mnie
Jego mięśnie napięły się, a głos delikatny i czuły stał się twardy, szorstki, głęboki
-Że co ?! - mówił do słuchawki bardzo zdenerwowany
-Ale, kurna ty nic nie rozumiesz ! Nie mogę mieć nawet życia prywatnego, przez ten zasrany managment ?! - krzyczał do telefonu
Zorientowałam się o co chodzi. Wczorajszy wieczór, i wszystko wyszło na jaw. Czułam się w pewnym stopniu winna, bo przecież wszystko mogło się inaczej skończyć
Nacisnął czerwoną słuchawkę i rzucił telefonem o jasną terakotę. Była zdziwiona, że mimo tak mocnego uderzenia telefon dalej był w całości. Popatrzyłam pytająco na chłopaka, jednak wyraz jego twarzy mnie przerażał i odpuściłam sobie zadawanie jakichkolwiek pytań.  Louis oddychał ciężko starając się uspokoić. Oparł swoje ciało na kuchennym krześle i wpatrywał się w sufit jakby teraz tylko ta część domu była warta poświęcenia całej uwagi.
-Media już wiedzą - odparł krótko opuszczając swój wzrok w podłogę
-Nie mają bladego pojęcia kim jesteś, czym się zajmujesz, jak wyglądasz, jak się nazywasz, po prostu mają nasze wczorajsze zdjęcie - dodał po chwili chowając głowę w dłonie
Nie pewnie wstałam z krzesła i podeszłam do chłopaka siadając mu na kolanach. Długimi palcami przeczesałam kompletnie nie ułożone włosy, a następnie opuszkami palców kreśliłam różne kształty na policzkach chłopaka.
-Wszystko będzie dobrze - wyszeptałam opierając się o jego klatkę piersiową
***
-Jesteś pewna, że chcesz tam jechać ? - zapytał ponownie opierając się o framugę drzwi wejściowych 
-Tak - odparłam krótko ostatni raz spoglądając na swoje odbicie w wielkim lustrze umieszczonym w przedpokoju 
-Ale czy na pewno ? - spytał kolejny raz wyprowadzając mnie z równowagi 
-TAK - podniosłam ton głosu i rzucając ostrym spojrzeniem w chłopaka 
Znów spojrzałam w lustro będąc świadoma, że wszytko jest okej. Włosy spięte w wysokiego kucyka, szary dres i krótka luźna bluzka odkrywająca część mojego brzucha i czarna kurtka skórzana. 
-Włóż jeszcze to - dodał Louis przynosząc mi czarne okulary 
-Po co ? - zapytałam wyciągając nieśmiało dłoń w jego stronę 
-Chcesz mieć normalne życie ? To radzę ci to włożyć - odpowiedział i pociągając mnie lekko z rękę zszedł po schodach 
Wychodząc na zewnątrz zauważyłam czarny lśniący samochód, Range Rover. Pociągnęłam mocno za klamkę samochodu i usiadłam na przednim siedzeniu pasażera. Za chwilę miejsce kierowcy zajął Louis odpalając samochód 
Zdążyłam zauważyć, że oboje nie jesteśmy bardzo rozmowni podczas jazdy. Wpatrywałam się tylko i wyłącznie na krajobraz mijany przez nas 
-Pauline, czy ty zawsze jesteś tak mało rozmowna ? - zapytał zatrzymując się na czerwonym świetle 
-Mhm - mruknęłam pod nosem 
-Okej...- odparł ze zrezygnowaniem chłopak 
Po 15 min dojechaliśmy na miejsce. Widziałam jedynie wielki budynek w ogromnym napisem Modest!. Widok wieżowca przyprawiał mnie o mdłości. Wyglądał strasznie surowo i obskurnie, a na parkingu stały jedynie samochody warte ponad 100 tys funtów. 
Ścisnęłam dłoń Louis'ego.Tak bardzo bałam się reakcji innych. Nie byłam wstanie zrozumieć tego wszystkiego, to wszystko jest takie trudne
Jego mocne pociągnięcie spowodował ruch mojego całego ciała. Szliśmy przez różne korytarze wielkiego gmachu. Wszędzie widoczny był napis Modest. Myślałam tylko o tym jakie było to zakłamanie skoro w dwóch światowych językach nazwa managmentu znaczyła skromny
-Louis, pan Twain czeka na ciebie w pokoju 12a - odparła długowłosa blondynka
Ubrana była w obcisłą ołówkową spódnicę i marynarkę czarną. Była taka ładna, że zastanawiałam się skąd wytrzasnęli taką piękność.
Mijając kolejne osoby tu pracujące doszłam do wniosku, że Modest przywłaszcza sobie blondynki.
-Może i ja będę tu dobrze potraktowana - pomyślałam zatrzymując się przed drzwiami gabinetu
Louis mocnym ruchem dłoni stuknął w drzwi i po chwili rozległo się głębokie, ale suche wejdź 
Weszliśmy do dużego pomieszczenia w stylu minimalistycznym, górował tu kolor biały i czarny, a meble były surowego wyglądu. Na jego grafitowym garniturze widniała złota plakietka z napisem Carl Twain
Przed nami pojawił się nagle mężczyzna średniego wieku z gęstą czupryną na głowie, wyraźnych bardzo rysach twarzy i jego surowym wyrazie.
Gestem dłoni wskazał nam siedzenia. Jak grzeczni usiedliśmy na dwóch osobnych fotelach dalej trzymając nasze dłonie w ciepłym uścisku.
Carl usiadł naprzeciwko nas milcząc i opierając swoją głowę o ręce.
-Miałeś zamiar mi to powiedzieć ? - zapytał nadal spokojnym tonem
Przełknęłam głośno ślinę, że każdy w tym pomieszczeniu mógł usłyszeć ten dźwięk. Louis rozluźnił ucisk pomiędzy naszymi dłońmi i spuścił wzrok w podłogę przemilczając pytanie
-DO CHOLERY JASNEJ CZY TY SŁYSZYSZ JAKIE CI PYTANIE ZADAŁEM ?! WIESZ JAK BARDZO PORUSZYŁEŚ ŚWIAT SHOWBIZNESU ?! JAK WIELE OSÓB ZREZYGNOWAŁO ZE WSPÓŁPRACY Z NAMI BO UWAŻAJĄ NAS PO PROSTU ZA OSZUKAŃCÓW ?! - jego ton głosu był tak wysoki, że z każdym słowe moje ciało wykonywało drgania
-W DUPIE MAM CAŁY TEN ŚWIAT. ŻYCIA NORMALNEGO JUŻ NIE MOGĘ MIEĆ, CZY Z KAŻDĄ DZIEWCZYNĄ MAM DO CIEBIE PRZYCHODZIĆ W TAJEMNICY PRZED CAŁYM ŚWIATEM I DOPIERO JAK UZNASZ, ŻE JEST OK, TO BĘDĘ MÓGŁ Z NIĄ BYĆ ?! KURNA ZASTANÓW SIĘ CZY TO NIE JEST JUŻ Z WASZEJ STRONY SKRAJNE UPOŚLEDZENIE ! - Tommo nie wytrzymał, całe jego emocje poznały światło ziemskie
Było mi tak strasznie szkoda jego nerwów, za bardzo się tym wszystkim przejmował. Zauważyłam, że u obojga bardzo pulsuje żyła na szyi.
-NISZCZYSZ NASZĄ CIĘŻKĄ PRACĘ TY UPOŚLEDZONY PSIE ! - wykrzyknął Carl zbliżając się bliżej do bruneta
Louis nie wytrzymał, rzucił się na Twaina. Nie mogłam znieść widoku jak dwoje dorsłych ludzi bezlitośnie zadają sobie kolejne ciosy w twarz, brzuch i w inne części ciała.
-LOUIE- wrzasnęłam z przerażenia 
Rzuciłam się na podłogę pomagając mu wstać.Jego dłonie drżały ze złości.


środa, 9 października 2013

Rozdział 8

***
(Leigh-Anne)
-Ej, gdzie jest Pauline ? - zapytała na "lekkim" rauszu przyjaciółka
-Nie wiem- wzruszyłam bezwiednie ramionami i rozglądałam się po całym domu
Czułam się bardzo nieswojo. Nie znałam tu nikogo oprócz dziewczyn.
Głośna muzyka i imprezowa atmosfera sprawiły, że moje myśli powędrowały gdzieś daleko, a ja nie potrafiłam się skupić. 
-Słuchaj kiedyś czytałam taką fajną książkę, i tam napisane było, że wszystko zawsze dąży do jednego - do łóżka- chichocząc pod nosem odparła prawie rozlewając zawartość szklaneczki
Pytającym wzrokiem spojrzałam na brunetkę zabierając kieliszek z alkoholem. Jej upojenie "cudownym napojem" zaszło za daleko.
Usłyszałam cichy jęk, gdy odchodziłam z szampanką w dłoni.
A jeśli Mia ma rację, że wylądowała z nim w łóżku, ona była za młoda by zostać matką. Każdy wiedział, że ma do tego ogromne predyspozycję, ale sorry ona ma być jak najdłużej tancerką.
Obserwując jak wszyscy się zachowują spojrzałam, na tego blondyna. Zawadiacki uśmiech nie opuszczał jego twarzy, a błękitne oczy wzbudzały we mnie dreszcze. 
-Leigh, uspokój się, on nie jest w twoim typie - mówiłam sobie w myślach, a raczej z nimi walczyłam. Tak, rzeczywiście, on nie był w moim typie, jednak miał coś w sobie co mnie przyciągało jak magnez. Poczułam nagle, że jeśli straciłabym jego to moje życie było by bezsensu, zrozumiałam, że chociaż go nawet nie znam, to wypełni on moje życie.
Zmarszczyłam brwi i wytężonym wzrokiem spojrzałam na chłopaka. 
-Ugh, to jest tak idiotyczne jak "Romeo i Julia" - szepnęłam pod nosem przekręcając oczami  
***
(Pauline)
Impreza się bardzo szybko rozkręcała. Nikt nie panował nad kolejnymi nowo otwieranymi butelkami alkoholu. Zastanawiałam się tylko, jakby moja mama zareagowała na całą tą niefortunną sytuację. Na całe szczęście wyjechała do Francji i miała tam siedzieć przez najbliższy miesiąc.
Zaczął już mi przeszkadzać ten cały gwar, zamieszanie, więc poszłam na górę. Wyszłam na balkon, znajdujący się na górze, żeby się przewietrzyć i uspokoić po tych wszystkich wydarzeniach
Wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam Tommo siedzącego i trzymającego w prawej dłoni szklaną butelkę z alkoholem
-Co ty tu robisz ? - zapytałam łapiąc się za "serce"
-A nic przyszedłem pomyśleć, wszystko przeanalizować - uniósł do góry barki i z powrotem bezwładnie je opuścił
-A ty ? - po chwili dodał spoglądając na mnie swoimi błękitnymi oczami
-Cóż...- westchnęłam siadając koło niego i zaciągnęłam się jego zmysłowym zapachem perfum - też przyszłam pomyśleć - odparłam przygryzając wargę
Czułam się nieswojo, ale cudownie. Byłam zauroczona tą chwilą. Delikatny wiatr zrzucał ledwo trzymające się liście na gałęziach drzew.
-Czułaś kiedyś coś takiego jak motyle w brzuchu ?- nagle brunet wparował z pytaniem
Na dźwięk jego słów po moim ciele przebiegły dreszcze. Przygryzłam wargę starając zastanowić się nad zadanym pytaniem
-Tak, nie lubię tego uczucia, często pojawia się nad ranem czasem przyprawiając mnie o mdłości. Widząc tą osobę po prostu tracę głowę, nie wiem co robię i co mówię. - oparłam głowę o ścianę wpatrując się w plejadę gwiazd połyskujących na niebie
-Hym...to tak jak ja. Kurna, ja nie potrafię nad sobą zapanować. Nigdy dziewczyny mnie nie ruszały. Okej, są ładne i mają...to coś, ale preferowałem, życie samotnika, tak zawsze było mi lepiej, wolałem zrobić coś sam- wtrącając się w jego zdanie spojrzałam na niego- niż ktoś ma to spierniczyć - skończyliśmy razem wpatrzeni w siebie
Louis był typem człowieka takim jak ja, indywidualista. Zrobić wszystko samemu bez niczyjej pomocy.
-Chyba tylko tobie potrafię zaufać...- powiedział wstając
Poczułam mnóstwo rozpływającej się energii po moim ciele. Uwielbiałam być blisko Tomlinsona, a ty bardziej z nim rozmawiać. Widząc jak jego mięśnie się napinają z każdym ruchem, pragnęłam się wtulić w jego ciało, pragnęłam bliskości z nim.
-Ostatnio poznałem pewną dziewczynę. Ma piękne błękitne oczy, cudowne usta zawsze wykrzywiające się w uśmiech. Jest cała idealna. - dokończył między wierszami uśmiechając się
-Po prostu pozazdrościć- szepnęłam cicho
Odkręciłam się na pięcie i skierowałam do wyjścia. Czułam się zawiedziona i zła, że świat jest nie sprawiedliwy, że miłość nie istnieje, ludzie potrzebują tylko drugiej osoby do seksu.
-Pauline !!! - usłyszałam z tarasu ciche wołanie
-Co, co chcesz mi powiedzieć ?! Louis, podobasz mi się, bardzo! Nie wiem, po prostu może nie potrafisz tego dostrzec ? Nie potrafię wytrzymać ani jednej sekundy nie myśląc o Tobie. Jak mnie dotykasz na moim ciele pojawiając się ciarki, a mój organizm nie potrafi poradzić sobie z tak wielkim uczuciem. - podniosłam ton i kopałam z całej siły rzeczy rozwalone na podłodze
-Pauline...- zaczął spuszczając głowę w dół
-Ale ja wiem co mi powiesz. ŻE JESTEM CHORA PSYCHICZNIE ?! ROZPOWIESZ TO WSZYSTKO SWOIM KOLEGOM Z ONE DIRECTION I PORZUCISZ MNIE, ZOSTAWISZ W MOMENCIE KIEDY BĘDĘ POTRZEBOWAŁA CIE NAJBARDZIEJ, KIEDY TWOJE WSPARCIE BĘDZIE NAJWAŻNIEJSZE ! - mój ton głosu podniósł się do takiej skali, że wszyscy sąsiedzi siedzący na dworze pouciekali do domów
Nagle poczułam na mojej dłoni mocny ucisk, pozostawiający mocno czerwony ślad. Silnym ruchem moja ręka, a następnie całe ciało zostało przyciągnięte w stronę Louis'ego.
-A czy ja wspominałem, że ta dziewczyna aktualnie stoi naprzeciwko mnie  ? - zapytał głębokim tonem i uśmiechniętym wzrokiem spoglądał w moje oczy
Jego dłonie spoczywały na mojej tali, a moje zgrabie wplotły się w jego dość długie włosy. Nasze twarze zaczęły się zbliżać do siebie coraz bliżej. Ciepły oddech oplatywał moje policzki. Poczułam jak nasze nosy połączyły się. W tym, jak to ludzie nazywają ułamku sekundy, czułam jak zmysłowo i delikatnie muskał swoimi pełnymi ustami moje...


niedziela, 22 września 2013

Rozdział 7

Dwie godziny jazdy były czymś najwspanialszym, a zarazem najgorszym co do tej pory mnie spotkało. Razem z dziewczynami cały czas śpiewałyśmy piosenki różnych wykonawców : Spice Girl, Ellie Goulding, Rihanna, Lady Gaga, Beyonce, albo robiłyśmy mnóstwo zdjęć. I tak nie poprawiło mi to humoru. Cały czas moje dłonie drżały, a serce stawało mi w gardle, nie mówiąc jak mocno mi kołatało. Te 2 godziny jazdy były najdłuższymi dwiema godzinami jakie do tej pory spędziłam w swoim życiu.
Razem z nami pojechała moja rodzona siostra, Ellie. Brunetka o bujnych włosach, śniadej cerze i uwydatnionych kościach policzkowych. Była taka kochana, że czasami miałam jej dość. Rzadko się widywałyśmy, ona mieszkała razem z tatą we Francji i studiowała architekturę. Jest niezwykle uzdolniona artystycznie jak i naukowo. Od dziecka gra na gitarze i śpiewa, a w wieku 15 lat zaczęła pisać samodzielnie teksty piosenek.Jest najcudowniejszą siostrą jaką można było sobie wymarzyć. Jeździ razem ze mną na turnieje i wspiera mnie w trudnych chwilach. Jest po prostu wspaniała
-Nareszcie - powiedziałam wychodząc z samochodu i rozciągając się na wszystkie strony
-Ja cię kiedyś zabiję, jest 7 rano, o tej porze to ja jeszcze śpię !!! - Leigh-Anne zaczęła bełkotać pod nosem
Urocza..
Jej półdługie kruczo-czarne włosy swobodnie łaskotały jej szyję. Długie rzęsy dumnie dekorowały jej powieki, które odsłaniały brązowe tęczówki. Wokół jej oczu wędrowały zgrabne linie podkreślające ich piękny kształt zwane potocznie kreskami. Wysokie czoło idealnie komponowało się z jej drobną i dziewczęcą twarzą.Zgrabne usta ozdobione były wykwintną i krwistą szminką nadając jej wyglądowi "pazura". Nie tylko rysy twarzy miała do pozazdroszczenia. Szatynka charakteryzowała się piękną figurą ciała. Nie musiała się przejmować, że luźne spodnie ją pogrubiają czy top z odsłoniętym brzuchem będzie pokazywał jej fałdy. Filigranową figurę zawdzięczała codziennemu joggingowi, oraz tenisowi, który uprawiała kilka razy w tygodniu.
Leigh-Anne była typem człowieka, który miał kota na punkcie sprzątania. Cały czas mogła by sprzątać. Jak się denerwowała to sprzątała, jak była szczęśliwa i jak była smutna. Była w każdym stopniu moim przeciwieństwem. Za to ją kochałam, za odmienność
-Nie narzekaj, mogłaś nie jechać - odparłam rozglądając się po parkingu
W okół nas stało mnóstwo samochodów. Ciężko przełknęłam ślinę i mrugnęłam kilka razy powiekami. Byłam przerażona. Dopiero teraz uświadomiłam sobie rangę tego turnieju. Każdy chciał wystartować na Blackpool Dance Festival, a tylko ten turniej na to pozwalał na start na tym festiwalu.
-IDZIEMY NA PODBÓJ ŚWIATA !!!- krzyknęły dziewczyny poklepując mnie lekko po plecach
-Mhm - kiwnęłam głową lekko przerażona
Wzięłyśmy bagaże i powędrowałyśmy do hotelu w, którym organizowany był turniej.
Moja mama, czyli mój manager poszła po załatwiać wszystkie formalności
***
-Oto jak Pauline radzi sobie ze stresem - usłyszałam głos Amelii 
Mia zaczęła nagrywać filmiki z całego turnieju, jak wszystko wygląda "za kulisami"
-SPADAJ - krzyknęłam rzucając w nią poduszką
Leżałam głową w dół na miękkiej sofie stojącej w mojej garderobie. Na maksymalną głośność była włączona muzyka, kosmetyki były porozrzucane po całej toaletce, a dziewczyny próbowały zabić nudę różnymi grami. Zaczęłam chodzić nerwowo po pokoju co i raz wykonując jakieś dziwne i spontaniczne ruchy
Usłyszałyśmy pukanie do drzwi. W ramie wejścia stała młoda kobieta o bujnych kasztanowych lokach i błękitnych oczach.
-Hej, jesteś Pauline ? - zapytała wskazując na mnie
-Tak - pokiwałam twierdząco głową
-Przyszłam cię naszykować na turniej - odparła i weszła do środka



***
-Wow - odparły dziewczyny odkręcając fotel na którym siedziałam 
-Ma pani talent - dodała Ellie przejeżdżając po moim policzku opuszkiem palca
Przekręciłam się na krześle i ujrzałam swoje odbicie w lustrze. Było...niesamowite.
Moje blond półdługie włosy spięte były w małego koka, który wysmuklał moją twarz, a wykwintne kreski w stylu kociego oka wyostrzyły ich kształt. Cieliste cienie delikatnie połyskiwały na moich powiekach. Czerwone usta idealnie komponowały się z moim makijażem. Kąciki moich ust delikatnie uniosły się do góry w akcie zadowolenia. 
Spojrzałam na zegarek. Było już dość późno.
-Dobra zabieramy się za strój - powiedziałam podnosząc się szybkim ruchem z fotela
Podeszłam do dużego wieszaka na którym wisiała moja sukienka. Delikatnie ściągnęłam ją z wieszaka i zaczęłam ją na siebie wkładać.
Różowy dopasowany top odkrywał dużą część mojego brzucha. Wąskie paski w tym samym kolorze ozdobione malutkimi kryształkami Svarovskiego oplatywały moją talię łącząc górę stroju razem z spódnicą. Pomarańczowy dół sukienki składał się z delikatnych falban reagujących na mój ruch.
Podeszłam do lustra i bacznie obserwowałam swoje odbicie w lustrze. To nie byłam ja. W odbiciu ukazywała się inna dziewczyna, a nawet dorosła kobieta. To nie była nastolatka, która siedzi cały czas z nosem w książkach, czy spędza kilka godzin codziennie na sali trenując.
W tym momencie Mia podeszła do mnie. Swoim ciepłym ciałem przytuliła się do mnie i oparła głowę na moim prawym ramieniu
-Louis byłby tobą oczarowany - szepnęła lekko unosząc kącik ust do góry
Na samo wspomnienie o Tomlinsonie zrobiło mi się nie dobrze. Odsunęłam się od brunetki i wyszłam z garderoby próbując złapać oddech. Nerwowo tupałam obcasami rozglądając się po całym holu. Mnóstwo ludzi nie wiedzących tak naprawdę co robić. Niedaleko od mojej garderoby na wielkiej czarnej skrzyni siedział mój partner Nathan. Wyglądał na zestresowanego i przejętego całym tym turniejem. Podeszłam do niego bliżej opierając głowę o jego ramię.
-Ty też boisz się tak jak ja ? - zapytał lekko drżącym głosem
Kiwnęłam twierdząco głową.
Lekko objął mnie swoimi rękoma. Jednak ten uścisk mnie nie pokrzepiał, był...pusty ?
-Za 10 min rozpoczyna się turniej  - usłyszałam komunikat
Przez moje ciało przeszło milion ciarek. Zrobiło mi się nie dobrze i chciałam się wycofać, uciec, jak najdalej stąd, zapomnieć o wszystkim
Lekkie pociągnięci przez Nathana spowodowało ruch całego mojego ciała. Przeszliśmy za kulisy gdzie było mnóstwo par. Przyglądałam się im wszystkim. Byłam inna. Niczym się nie wyróżniałam. Tak jak wszystkie miałam sukienkę, świecącą. Włosy jasne spięte w koka, satynowe obcasy i dużo kolorowych bransoletek na nadgarstkach niczym ja.
-Na parkiet zapraszamy pary z grupy 1 - prowadzący odparł przeglądając listę par
-To my- szepnął brunet i ponownie pociągnął mnie za rękę
Do moich uszu dotarła muzyka brazylijska. Była tak bardzo energiczna, że momentalnie moje ciało zaczęło wykonywać koliste ruchy. Moje stopy delikatnie odpychając się od parkietu, pracowały powodując płynny ruch mojego ciała. To było wspaniałe jak tworzyłam całość tańcząc razem z Nathanem. Teraz nie obchodziły mnie pary tańczące obok mnie. Tańczyłam całą swoją duszą, swoim sercem. 
***
(Leigh-Anne)
-Jej, jak oni razem cudownie wyglądają - powiedziała Ellie 
-Ładną byliby parą - wparowała Mia 
-Słuuuuchajcie, ja idę po kawę, bo nie spałam od 5 - pomiędzy wypowiedzianym ziewnęłam 
-Taa, jasne, przynieś i mi - odparła brunetka 
Pokręciłam głową i głęboko westchnęłam. Panna służąca i co jeszcze ? Nie dość, że sprzątam po nich nagminnie to jeszcze mam im usługiwać. Ponownie wzięłam głęboki wdech i wyjęłam mój telefon z kieszeni. 
-Przepraszam, jutro nie dam rady skończyć tego projektu - pisałam wiadomość do klienta 
Wcisnęłam wyślij i wyszłam z windy. Z całym impetem wpadłam na jakiegoś ślepego idiotę 
-No, świetnie. Masz kurna oczy, ty debilu - krzyknęłam patrząc jak nasze telefony upadają na ziemię 
-No ja pierdziele, teraz mnie będziesz winić skoro tak samo jak ja pisałaś sms'a - wydukał podnosząc komórkę 
Nie wiem jak rozróżnił telefony były identyczne. Czarny Iphone. Cóż to normalne, że każdy w Londynie ma ten telefon.
Burknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i poszłam do kawiarni. Czekając na zamówienie namyślałam się na kogo ja wpadłam. Ciemne włosy z blond refleksami, jasna wręcz blada cera i błękitne oczy, dość wyraźny irlandzki akcent. Miałam wrażenie, że go znam, że gdzieś widziałam tego idiotę.
-One Direction -mruknęłam przerażona po chwili namyślania się
Jeśli 1D, to i ten jakiś tam, no jak on, a Louis, ten chłopak, który podoba się Pauline. Składało się idealnie przy tej okazji, wręcz wyczekany przez nią moment. Tylko marzyła o tym, żeby książę z bajki przyjechał na białym koniu na jej turnieju
-Mamy kłopoty - wydukałam i zabrałam zamówienie 
***
(Pauline)
Oddychałam głęboko. To jest straszne mieć astmę i być sportowcem jednocześnie. Co chwila zaciągałam ziołowe wziewy, aby się ustatkować w procesie oddychania
-Został mi jeszcze pokaz indywidualny - wysapałam siadając na krześle 
Tak, czułam, że robię to co kocham, coś bez czego nie przeżyję, jednakże chciałam dzielić tą pasję z kimś ważnym w moim życiu. Leigh i Mia były osobami, które na pewno wypełniały moje serce i są dla mnie wyjątkowe, ale nie potrafiłam się z nimi dzielić tańcem, nie zatańczę z nimi choćby w salonie przy przygaszonym świetle, w tle z delikatnymi dźwiękami i nie będę przez nie obdarzana zmysłowymi oraz nie zwykle namiętnymi pocałunkami. Brakowało mi takiej relacji w życiu, uczucia ciepła, bezpieczeństwa i miłości
-Zapraszam parę 119, Nathan Grande i Pauline Edwards - słysząc wypowiadane oddzielnie wyrazy za każdym razem przeszywał mnie dreszcz.
To była najgorsza część całego turnieju, pokaz. Mieliśmy wyjść na parkiet, wielki parkiet i zatańczyć taniec wybrany przez sędziów.
Staliśmy sami w ciszy, czekaliśmy, aż sędziowie wybiorą dla nas taniec. Moje ciało całe drżało, a uczucie nudności spowodowane było silnym uciskiem żołądka.
-Rumba- o moje uszy obił się głośny dźwięk
Nie pewnie stawiając kroki na parkiecie oddaliłam się od mojego partnera. Zaczynając powoli poruszać swoim ciałem ujrzałam wśród publiczności ciemne włosy ułożone w artystyczny nieład. Wszędzie mogłam rozpoznać te włosy. To był on. ON.
Zamarłam w ruchu. Oczy powiększyły się dziesięciokrotnie. Ciężko przełknęłam ślinę i zamrugałam kilkanaście razy aby upewnić się czy to nie jest złudzenie. Nic się nie zmieniło, wszystko było takie same. Spojrzałam na Nathana i powróciłam do tańca.
***
-Ale jestem zmęczona - powiedziałam ziewając 
-No ale WYGRAŁAŚ !!! -krzyknęły dziewczyny na całe osiedle 
-Teraz tylko marzę...- zaczęłam wyjmując walizkę z bagażnika 
-NIESPODZIANKA !!! - usłyszałam krzyk chłopaków spod mojego domu 
Moja szczęka opadał w dół a dziewczyny znieruchomiały. 
Chłopaki stali z rozwiniętym rzucającym się w oczy transparentem "Welcome back, our CHAMPION". Liam i Niall trzymali kolorowe balony, a Harry z Louis'm szampana oraz kieliszki  oraz Zayn dmuchający w piszczałki
-Gratulacje !!! - wykrzyczeli równo 
Byłam zszokowana, nigdy nikt czegoś tak pięknego dla mnie nie zrobił. Chciałam im wszystkich uściskać naraz. 
-Hym, Pauline, może przedstawisz nam swoich przyjaciół - bąknęła Leigh-Anne wskazując na 5 chłopaków 
-Dziewczyny, więc pewnie słyszałyście o One Direction- zaczęłam nerwowo bawiąc się palcami 
***
(Mia)
Czułam się bardzo nieswojo. Już od kilku dni pisałam z Harrym, ale nie potrafiłam do niego podejść. 
Z pożądaniem patrzyłam jak uśmiechając się uwydatnia się jeden głęboki dołeczek na lewym policzku. Jego zielononiebieskie oczy spotkały się z moimi przyprawiając mnie o rumieńce na policzkach. Nie potrafiłam wyjaśnić dlaczego ten chłopak budził we mnie takie emocje. To było niesamowite, a zarazem straszne. 
-No to wejdźmy do środka, bo zaraz skostniejemy z zimna - odparła uradowana Pauline z niespodzianki
***
(Pauline)
Wzięłam do ręki zgrabny filigranowy kieliszek z szampanem i upiłam łyk. Chłopaki włączyli muzykę i położyli pizzę na stole. Obserwowałam ich z boku. Każdy z nich był na swój sposób niepowtarzalny. 
Harry,był bardzo uwodzicielski. Burza jego loków dodawała mu bardzo pożądanego wyglądu i męskości. Zarys jego mięśni wzbudził nie u jednej dziewczyny podniecenie. 
Niall, był słodkim i nie winnym Irlandczykiem. Miał momenty kiedy stawał się bad boyem. 
Liam, sprawiał wrażenie bardzo odpowiedzialnego człowieka nawet w sposobie mówienia, jednak z każdą chwilą dalej wiedziałam, że daleko mu do tego 
Zayn, w 100000% zwierciadłem jego duszy są oczy. Tajemniczy brąz z pozoru pokazuje zwykłego chłopaka z Wielkiej Brytanii. Był on innym człowiekiem niż nam by się wydawało 
Louis, on na pewno mnie fascynował. Miał nie spotykaną charyzmę, poczucie humoru i urok osobisty. Był jednak agresywny. Niekontrolowane napady złości i wulgaryzmy mnie przerażały. Ale wiem, że pod grubym pancerzem twardego chłopaka kryję się dobre serce i opiekuńczość. Mam nadzieje, że tylko nie ja w nim dostrzegam te cechy...

wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 6

-Czyli masz starszą o rok siostrę, która w ogóle nie jest co ciebie podobna i mieszka we Francji razem z twoim tatą ? - brunet próbował analizować każde słowo wypowiedziane w tym zdaniu
-Dokładnie - kiwnęłam twierdząco głową
Siedzieliśmy  w małej kawiarni na końcu miasta w, której można było czytać różne książki coś w stylu kawiarnianej biblioteki.
Głowę miałam pochyloną nad książką i co chwila sięgałam po kubek ciepłej kawy nie zwracając uwagi na chłopaka
-Zaraz wytłumacz mi jeszcze raz - odparł Louis plątający się w tym wszystkim
Wiedziałam, że będzie trzeba mu głębiej opowiedzieć o wszystkim więc włożyłam różową zakładkę do książki zaznaczając stronę, na której skończyłam czytać.
-Więc tak, w roku 1992 Ellie urodziłam się w Leicester, a rok później ja, przez 5 lat tam mieszkaliśmy, mama stawiała pierwsze kroki w managerowaniu tańca, a tata powoli rozkręcał karierę samochodową. Po właśnie tych kilku latach wyjechaliśmy do Francji gdzie tata dostał propozycje założenia komisu samochodów ciężarowych. Kupiliśmy dom i spędziliśmy tam dziesięć lat. Mojej mamie ciężko było prowadzić managment w innym kraju więc stwierdziła, że nie ma innego wyboru i przeprowadza się do Londynu, natomiast tata musiał zostać we Francji ze swoim zakładem. Ja pojechałam z mamą, zawsze była moim autorytetem i chodziłam za nią krok w krok. Ellie kochała Francję i nie zamierzała jej opuścić na stałe. Często razem z tatą przyjeżdżają, zazwyczaj raz na miesiąc albo dwa zależy. Ellie jest bardzo podobna do taty, a ja do mamy, mimo że dużo rzeczy nas różni. Oczy nas łączą i niesamowita miłość do tańca- wspominając to uśmiechałam się cały czas
-Jasne, rozumiem - zmarszczył brwi i sięgnął po kubek gorącego napoju
-Yyy, teraz ty coś opowiedz o sobie, nie tylko ja się będę udzielać - odparłam zamykając książkę i odkładając ją na bok
-Nie wiem, mam 4 siostry, kochającą mamę i biologicznego ojca którego nie nienawidzę - na ostatnie słowa z całej siły ścisnął dłonie
-Nie wolno w jego towarzystwie wspominać o ojcu. Powinnam to zanotować - pomyślałam i dotknęłam jego rąk i kręcąc głową
-Przepraszam - wyszeptał
Mrugnęłam oczami w akcie odpowiedzi
-A siostry, opowiesz coś o nich ? - zapytałam zmieniając temat
-Charlotte inaczej Lolitte ma prawie 13 lat...
***
(Mia)
Siedziałam przy blacie stołu pisząc tekst piosenki. Uwielbiałam śpiewać, a jeszcze bardziej pisać piosenki. Była to moja pasja życiowa. Nagle poczułam obecność osoby, która stała nade mną. Uniosłam lekko głowę i szybki ruchem ręki zamknęłam stary notes. Spojrzałam na chłopaka o bujnych lokach, zielonych oczach, które można by było porównywać do barwy nefrytu, i zabójczy uśmiech ukazujący po lewej stronie policzka dość pokaźny dołeczek. Przez moment nic nie potrafiłam z siebie wydusić. Chłopakowi widocznie sprawiało przyjemność patrzenie na mnie z góry 
-Tak ? - powiedziałam chłodnym tonem otulając się swetrem i zakrywając dekolt w mojej bluzce 
-Emm, poproszę 3 kawy latte na wynos i 4 dounty czekoladowe- powiedział spoglądając na menu umieszczone wysoko 
-I jeśli jeszcze można to poproszę twój numer- odparł lekko zachrypniętym głosem podnosząc swoimi palcami moją brodę 
Złapałam go za nadgarstek i odłożyłam dłoń na blat. Spojrzałam na niego prawie zabójczym wzrokiem 
-Musisz zasłużyć - prawie szepcząc odparłam i odkręciłam się na pięcie 
Usłyszałam ciche walnięcie w stół. Mogłam się założyć, że miliony dziewcząt od razu dają mu swój numer. Ja był inna, ja byłam nie osiągalna. Kątem oka patrzyłam na chłopaka. Stał zdenerwowany. Ja przygotowywałam zamówienie. Nagle odszedł. Zmarszczyłam brwi i zastanawiałam się co on może kombinować. W tym momencie po całej kawiarni rozległ się piękny głos, lekko zachrypnięty jednakże uroczy. Starałam nie zwracać na to uwagi jednak nie było to możliwe. 
Niskie dźwięki wydobywające się z jego pełnych malinowych ust działały na mój nastrój, uspokajająco, kojąco. Oddzielne słowa składając się w całość tworzyły piękny tekst. Poznałam tą piosenkę, tak samo jak wykonawce. Harry Styles z One Direction zaśpiewał ją na castingu do Xfactora. Isn't she lovely. Jedna z najpiękniejszych piosenek o miłości. 
Wyciągnęłam z pudełeczka białą serwetkę i napisałam na niej mój numer. Miał zasłużyć na ten numer i to zrobił. Ciągle udając obojętną na jego osobę włożyłam małą serwetkę do papierowej torby razem z całym zamówieniem i postawiłam na blacie stołu powracając do pisania piosenek. 
***
Rzuciłam się na łóżko oddychając głęboko. Trochę dziwnie się czułam po randce w bibliotece. Jaki chłopak poszedł by na randkę w takie miejsce.Zastanawiałam się czy w ogóle dobrze robię, że się z nim zadaję. Jutro jadę na turniej do Bournemouth. Za dwa tygodnie jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem wystartuję na Blackpool i nie będę w Londynie przez tydzień. Następnie pokazy taneczne i jeszcze inne wyjazdy za granicę, a no i oczywiście spędzony tydzień na konferencji prasowej w Nowy Jorku
O Louis'm to nie wspomnę. Cały czas w trasie, jakieś wywiady, dodatkowe koncerty i nagrywanie płyt. To było coś nie możliwego. Związek nie osiągalny, koniec kropka.
Jednak w moich myślach pojawiła mała iskierka podpowiadająca mi, że to może być ekscytujące i pełne miłości.
Nagle do mojego pokoju przyszła mama
-Słuchaj, jutro o 6 rano pod naszym domem będzie stał bus. Macie 2 godziny drogi więc masz o 6 siedzieć w samochodzie razem z dziewczynami - odparła
Przytaknęłam i głęboko westchnęłam. Mama wyczuła mój strach i lęk. Podeszła do mnie bliżej i usiadła koło mnie.
-Co się dzieje ? - zapytała patrząc na mnie pytająco
-Obawiam się tego turnieju, nie wiem dlaczego, mam wrażenie, że nie jestem wystarczająco przygotowana - powiedziałam nerwowo bawiąc się palcami
-Ja przez to też przechodziłam, stres, że nic nie potrafię, co ja tam w ogóle robię, po co ja tam przyjechałam, jednakże jak tylko weszłam na parkiet od razu przez moje ciało przechodziło mnóstwo endorfin i rozumiałam, że nie tańczę dla wyniku turnieju tylko dla siebie ponieważ to moja pasja - mówiła z takim zaangażowaniem jakby tęskniła za uczuciem jakie ogarniało ją za każdym razem
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Mama zawsze mnie pokrzepiała. To było cudowne uczucie, że miałam takie wsparcie z jej strony
Wstała z łóżka i spojrzała na moje sukienki oraz ponownie obdarzyła mnie swoim spojrzeniem.
-Dziękuję - powiedziałam do niej kiedy wychodziła

środa, 21 sierpnia 2013

Rozdział 5

Mocno pchnęłam drzwi małej kawiarni znajdującej w środku miasta, Starbucks. Pracowała tam moja przyjaciółka Amelia. Piękna dziewczyna pochodząca z Cambrige. Jej cechą rozpoznawalną były długie i gęste purpurowe włosy opadające na ramiona. Miała śniadą cerę, uwydatnione kości policzkowe i pełne malinowe usta, które w uśmiechu odsłaniały dwa rzędy śnieżnobiałych, równych zębów. Oczy- brązowe, które zawsze skrywały jakąś tajemnice, przyozdobione długimi starannie wy tuszowanymi rzęsami. Mia nie przepadała za swoim akcentem, który moim zdaniem pasował do jej uroczego wyglądu.Jej uśmiech niezmiennie od dziecka zarażał każdego z kim przebywała. Jest bardzo nieśmiałą osobą, jednak bardzo pocieszającą. Jest moją dobrą wróżką, która zawsze nie spodziewanie pojawia się kiedy jej potrzebuję.
Od roku pracowała w Starbucks. Gdzieś musiała zacząć zanim miała wkroczyć w wielki i bezlitosny świat dorosłości. Mieszka kilka przecznic ode mnie, sama.
Opatulona w ciepły sweter siedziała zgarbiona i opierała swoją głowę o maleńką dłoń. Jak zwykle rysowała na drewnianym blacie nie znane ludzkości kształty 
-Hej, Pauline - usłyszałam ciepły głos za lady
-Hej, Mia - podeszłam bliżej opierając się o blat stołu
-To co zawsze ? - zapytał wstukując w ekran jakieś kody
-Nie, dziś poproszę dużą czekoladę z mnóstwem bitej śmietany i do tego ciasto czekoladowe - powiedziałam opierając swój policzek o dłoń
-Coś się stało, ja to wiem - odparła i zaczęła przygotowywać zamówienie
-Nie nic się nie dzieje - mówiłam przedłużając każdą samogłoskę w tym zdaniu
-Pauline, zawsze zamawiasz niskokaloryczny sok pomarańczowy i do tego zbożowe ciastka, a dziś poprosiłaś o największą bombę kaloryczną jaka tylko istnieje. Uwierz mi nic nie jest "ok" - odwróciła się w moją stronę i położyła rękę na biodrze
Przygryzłam wargę i przekręciłam oczyma. Przed nią nie dało się niczego ukryć.
Całą noc nie spałam. Nie mogłam przestać myśleć o Louis'm. Był taki bezbronny, a ja go tak bardzo raniłam. Tak pociągająco wyglądał jak stał oparty o futrynę drzwi sali. Ciarki przebiegły po moim całym ciele gdy tylko wypowiedział "Każdy twój ruch wywołuje u mnie dreszcze". W głowie wirował mi cały czas ten sam obraz, jak długimi palcami przejeżdżałam po ranach, które sama mu zadałam. Uroniłam jedną łzę. Spłynęła po moim bladym policzku pozostawiając po sobie jedynie smugę.
***

(Mia)

Patrzyłam przez duże okno na chodzących po londyńskich ulicach ludzi. Byli obojętni, zmarnowani, zmęczeni, dokładnie tak jak ja siedząc tu i nalewając kawę do kartonowych kubków. 
W tym momencie drzwi pchnęła znajoma mi postać. Gdziekolwiek wchodziła świat stawał się weselszy. Jej blond włosy, jak czysty piasek na Lazurowym Wybrzeżu, swobodnie opadały na jej ramiona. Blada cera i delikatne rysy twarzy idealnie komponowały się z jej charakterem. Była delikatna, miła i nad wyraz wrażliwa. Nie lubiła płakać mimo, że zdarzało się jej to często. Skąpiła makijażem, twierdziła, że prawdziwe piękno można ukazać się przez naturalność.  Jej piękny kształt oczu ukazywał niebieskie, wręcz błękitnie tęczówki. Oczy Pauline nigdy nie kłamały, nie ukrywały tajemnicy. Różowiutkie usta zawsze uśmiechały się do ludzi, blondynka nie potrafiła przejść koło biednego człowieka bez udzielenia mu pomocy. Jej wadą jest to, że nie łatwo ufa ludziom. Raz została skrzywdzona i pozostało jej to do dziś.
-No to opowiedz co się dzieje - odparłam siadając na przeciwko jej i patrząc na nią z wyrazem odpowiedzialności i troski 
Pauline westchnęła głęboko i zaczęła opowiadać 
-Wczoraj jak byłam w pracy usłyszałam głośny pisk opon i tłuczonego szkła. Tyle ile miałam siły w nogach pobiegłam w stronę skąd wydobywał się hałas. Zobaczyłam mój samochód cały w rozsypce. Wypadek spowodował - rzekła, przerywając i rozglądając się po lokalu 
-Louis Tomlinson - wyszeptała 
Zamurowało mnie, nie wiedziałam co powiedzieć. Jej samochód był całym jej skarbem. Wyczekiwała swoich 18 urodzin, zbierała pieniądze i dołożyła się do swojego jedynego prezentu. Ale z drugiej strony poznała tego jednego chłopaka z One Direction. 
-To nie jest najgorsze - odparła oblizując łyżeczkę po bitej śmietanie 
Moje źrenice się rozszerzyły, co mogło ją spotkać gorszego niż stłuczka ?
-Byłam tak zdenerwowana, że zaczęłam go bić, drapać, zadawać bolesne ciosy, piszczałam i płakałam jednocześnie. Po jakimś czasie spojrzałam jemu w oczy i ujrzałam że zniszczyłam go fizycznie jak i psychicznie. Zabolało mnie to doszczętnie i uciekłam, a wiesz gdzie ja tylko mogę uciec, na salę taneczną. Położyłam się na parkiecie i zaczęłam głęboko oddychać. Następnie wstałam i poruszałam się w rytm muzyki. Usłyszałam chrząknięcie i zobaczyłam Louis'ego opartego o ramę drzwi. Ściągnął koszulkę i pokazał mi rany jakie mu zadałam. - z jej oczy zaczęły ronić małe kropelki łez
To nie był dla niej tylko chłopak, który spowodował stłuczkę. To był dla niej, ktoś kto odmieni jej życie i przekręci je o 180 stopni 
***
-Pauline, nie płacz, chłopak nie jest powodem do płaczu  - pocieszała mnie przyjaciółka wyjmując z torebki chusteczki higieniczne 
To było coś więcej niż małe i nie winne zauroczenie. Widząc jego śliczną twarz po moim ciele rozlewało się uczucie ciepła i bezpieczeństwa. W podbrzuszu czułam ból, jednak ten ból był przyjemny co było dla mnie całkiem nie wytłumaczalne. Jeśli jemu działa się jakaś krzywda ja czułam ją trzy razy mocniej. Jeśli on był smutny, przygnębiony i załamany ja również byłam. 
Nie rozumiałam tego, znałam go zaledwie kilka tygodni i już takim uczuciem go obdarzałam. 
-Amelio, ja nie wiem co robić - wyjąkałam wycierając oczy 
-Jak kocha to wróci - wyszeptała i poklepała mnie po ramieniu 
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów moja przyjaciółka wróciła do pracy, a ja zabierając resztki wyszłam z kawiarni. Podążałam za moją intuicją. Powolnym oraz chwiejnym krokiem szłam gdzie tylko nogi mnie niosły. Przed oczami miałam jedynie jeden obraz. Ja dotykająca poranionej PRZEZE MNIE skóry Louis'ego. 
Dotarłam do parku. Poczułam chłodny wiatr otulający moje nagie ramiona. Otuliłam się rękoma i usiadłam na najbliższej drewnianej ławce. Obserwowałam opadające na chłodny grunt liście, zeschnięte i martwe. Upadały na kałuże wody. Taki mały liść, a poruszył całą wodą. Westchnęłam głęboko i skuliłam się. 
-Też lubię posiedzieć sobie sam, tutaj, i pomyśleć - usłyszałam znajomy dla moich uszu ochrypnięty głos
Odwróciłam powoli głowę i ujrzałam tam bruneta z błękitnymi oczami i o urzekającym uśmiechu. 
Przeczesał palcami swoje włosy i położy rękę nie daleko moich barków 
Siedzieliśmy w ciszy. Powrócił ból podbrzusza, ciepło w całym ciele i uczucie bezpieczeństwa. 
-Skąd wiedziałeś, że będę na sali tanecznej ? - wyparowałam z pytaniem spoglądając na niego 
-Powiedzmy, że był to przypływ intuicji - odparł unosząc delikatnie prawy kącik ust 
Zachichotałam. Nikt nie wiedziałby gdzie zawsze uciekam oprócz Amelii i Leigh.
Nie pewnie oparłam się o jego tors. Usłyszałam ciche jęknięcie. Od razu podniosłam głowę i spojrzałam na Louis'ego
-Przepraszam - powiedziałam zabierając ręce jak najdalej od jego ciała  
-Połóż się, to działa na mnie kojąco - szepnął
Przeanalizowałam to co do mnie powiedział i ponownie ułożyłam się na jego klatce. Było tak miło, uroczo.
-Słuchaj...może chciałabyś pójść...ze mną...na ciastko i kawę - wyjąkał z wielkim trudem chłopak


poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Rozdział 4

Przez drewniane rolety wpadały ostre promienie słońca do mojego pokoju. Przetarłam jeszcze zamknięte oczy i powoli usiadłam na łóżku. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarny t-shirt i jeansy z wysokim stanem. Zeszłam na dół i zaczęłam robić śniadanie. Usmażyłam jajka i delikatnie położyłam na żółtym talerzu. Usłyszałam dzwonek telefonu i szybko sięgnęłam. Przeciągnęłam palcem po telefonie.
-Halo - powiedziałam przełykając posiłek
-Pauline, słuchaj bo ja mam jeden wolny etat, ja ty się nudzisz w wakacje, więc jak chcesz to przyjedź - usłyszałam głos mamy przez telefon
-No, z wielką chęcią - uradowana powiedziałam
Moja mama jak zwykle rozłączyła się w połowie zdania. Pokręciłam głową i wróciłam do jedzenia.
Myślałam o tym jak będzie cudownie uczyć kogoś tańczyć. Pozmywałam naczynia po sobie i poszłam do garażu. Stał tam mój samochód, który dostałam od całej mojej rodziny na osiemnastkę. Był najcudowniejszym samochodem jaki mogłam sobie wymarzyć. Toyota Rav4 koloru beżowego. Kochałam ten samochód.
Weszłam do środka i niechlujnie rzuciłam torbę. Włączyłam radio i powoli wyjechałam z garażu.
Całą drogę nuciłam piosenki, które były puszczane. Poruszałam się w ich rytmie.
Po 20 min jazdy zaparkowałam pod szkołą tańca. Byłam tak podekscytowana, że wręcz biegłam w stronę wejścia. Przy recepcji stała mama i z kimś rozmawiała.
-O hej, Pauline, rozgość się, to tu będziesz pracować - powiedziała wskazując mi biurko znajdujące się naprzeciw głównego wejścia
-Ale ja myślałam, że będę trenerką - odparłam ze zrezygnowaniem
-Znasz zasady, musisz mieć ukończone 20 lat i odnieść jakiś większy sukces - mówiła sącząc kawę
-Ale...- jęknęłam
-Bez żadnego ale - powiedziała krótko i poszła w stronę swojego gabinetu
-No cóż - pomyślałam i zajęłam swoje miejsce
Siedziałam przy biurku i patrzyłam się na ludzi. Jaki tu był tłok. Nie mogłam ogarnąć ty wszystkich pracowników.
-Te zestawienia mają być wysłane do WDC jeszcze dziś, są w sprawie turnieju. Załatw to - położył mi stek kartek na stole jakiś beznadziejny pedał
-Jak ja mam to wysłać ?! - spojrzałam się na niego pytająco
-Faksem ? - powiedział sarkastycznie i odszedł
Fuknęłam i odwróciłam się na pięcie
-WDC, WDC, WDC - szeptałam szukając w książce telefonicznej numeru
Wysyłając dokumenty usłyszałam pisk opon i  dźwięk pękającego szkła. Upuściłam kartki i pobiegłam do miejsca skąd dochodził ten hałaśliwy dźwięk. Widząc ten widok zamurowało mnie. Nie potrafiłam się ruszyć z miejsca. Miałam przed oczami mroczki. Poczułam zbierającą się złość w moim ciele.
-O nie - krzyknęłam widząc mój samochód w maleńkich kawałeczkach
Rzuciłam okiem na osobę stojącą obok mojego samochodu. Rozpoznałam go.
-TY IDIOTO, COŚ TY ZROBIŁ - zaczęłam się wydzierać, że cała okolica mnie słyszała
-Pauline - mówił, próbując mnie uspokoić
-TO BYŁ MÓJ SAMOCHÓD, MÓJ PREZENT, A TY PO PROSTU TO ZNISZCZYŁEŚ - czułam jak ściskam moje pięści
Zaczęłam się rzucać bić bruneta z całej siły, drapać go nie miłosiernie. Piszczałam i płakałam jednocześnie. 
Spojrzałam jak jego oczy zaczęły błyszczeć. Poczułam zażenowanie i złość, złość na siebie za to jak go skarciłam i zraniłam, psychicznie jak i fizycznie. Samochód mi zniszczył, to fakt, jednakże jeśli on by zginął ja bym sobie tego nie darowała.
Moje dłonie zaczęły się pocić, a całe ciało trząść. Adrenalina zaczęła spadać. Po policzku spłynęły mi dwie szkliste łzy. Popatrzyłam jak chłopak bije się z myślami i sam był na siebie zły. Uciekłam. Uciekłam chowając głowę w ręce. Pobiegłam tam gdzie nikt by mnie nie znalazł, czyli sala taneczna.
Jedynym sposobem, który mógł mnie uspokoić był taniec.
Włączyłam muzykę i położyłam się na chłodnym parkiecie. W lustrze obserwowałam głębokie ruchy mojej klatki piersiowej. Powoli wstałam i złączyłam swoje powieki. Uniosłam delikatnie barki w górę prowokując tym ruch moich rąk. Subtelnie poruszałam rękoma i swoim brzuchem kręciłam kółka w okół własnej osi. Te wszystkie ruchy dawały mi ukojenie. Mój oddech się ustabilizował, ciało ponownie zachowywało się prawidłowo. Usłyszałam chrząknięcie.
Gwałtownie otworzyłam powieki i przekręciłam głowę w miejsce gdzie usłyszałam ten dźwięk.
Stał tam Louis bawiący się nerwowo palcami opierający się o futrynę. Nie odezwałam się. Obserwowałam każdy jego ruch, każde jego westchnięcie czy mrugnięcie.
Przełknęłam ciężko ślinę i patrzyłam jak brunet do mnie podchodzi. Mierzyłam go wzrokiem w lustrze.
-Każdy twój ruch powoduje dreszcze na moim ciele - wychrypiał zmysłowo
Przez całe moje ciało przebiegły ciarki. Zamknęłam oczy aby to opanować. Oblizałam górną wargę nie spuszczając oczu z chłopaka. Byłam na niego zła jednak jego obecność przyprawiała mnie o poczucie bezpieczeństwa.
Zobaczyłam jak chłopak ściąga koszulkę. Przygryzłam dolną wargę widząc jego umięśnione ciało.
Moje oczy powiększyły się o kilka razy gdy ujrzałam zadrapania, siniaki i ślady po krwi.
Powoli odwróciłam się na pięcie i nie pewnie podeszłam do Louis'ego. Dotknęłam zranionych miejsc. Usłyszałam ciche syknięcia. Z moich oczu wypłynęły dwie łzy.
-Przepraszam - wydobyło się z moich ust krótkie przepraszam, które zapowiadało falę łez.
Kciukiem przetarł krople wody i musnął pełnymi wargami mój ciepły od płaczu policzek.
-To tylko i wyłącznie moja wina - szepnął po czym przybliżył mnie do siebie

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 3

Szłam powoli w tym deszczu. Czułam jak po moim ciele spływa woda, jak moje włosy tracą puszystość i stają się oklapnięte
-Czemu właśnie teraz ?! - szeptałam kuląc się z zimna
W tym momencie zaparkował przede mną czarny samochód. Wzdrygnęłam się.
Szyba zaczęła się opuszczać powoli i z samochodu wystawił głowę brunet na którego wylałam gorącą czekoladę
-Będziesz tak mokła czy pojedziesz ze mną - powiedział uśmiechając się tym swoim słodkim uśmiechem
Bacznie obserwowałam samochód tak samo jak jego kierowcę
-No właź, nie jestem żadnym zabójcą - zaśmiał się i wrócił na swoje miejsce
Nie śmiało podeszłam do drzwi pojazdu i złapałam mocno za klamkę. Wsiadłam do samochodu. Zaczęłam się rozglądać po całym samochodzie. Było czysto, za czysto jak na samochód mężczyzny. Siedziałam strasznie spięta. Tupałam nogą i opieram swoją ciężką głowę o prawą rękę.
-Tak w ogóle to jak masz na imię ? - zapytał ruszając z miejsca
-Pauline - opowiedziałam krótko ciągle oglądając spływające po szybie krople deszczu
-Śliczne imię - szepnął cicho myśląc, że ja nie usłyszałam
-No nic... To ty rozlałaś na mnie czekoladę - chichocząc spojrzał na mnie
Poczułam jak oblewam się rumieńcem, znowu takim czerwonokrwistym kolorem.
Uśmiechnął się swoim czarującym uśmiechem. Patrzyłam na niego cały czas. Był taki uroczy.
Potrząsnęłam głową na myśl o czym pomyślałam.
"Piosenkarze są dupy, rozwydrzone gwiazdeczki " powtarzałam sobie w głowie po cichu.
-Na jakiej ulicy mieszkasz ? - zapytał się mnie od razu jak wyjechaliśmy z miasta
-Milton Rd - krótko odparłam odkręcając głowę w stronę okna.
Podziwiałam widoki już spokojniejszej okolicy. Uśmiechałam się widząc radosnych ludzi pomimo panującej aury na zewnątrz.
Poczułam jak pojazd zaczął zwalniać. Spojrzałam przez szybę i rozpoznałam mój dom.
-No to jesteśmy na miejscu - odparła zaciągając ręczny
Wzięłam swoją torbę i spojrzałam brunetowi w oczy. Były takie piękne,  jak woda na lazurowym wybrzeżu. Mogłam zanurkować w tej wodzie i nigdy więcej z niej nie wychodzić.
Przygryzłam wargę i poczułam jak ponownie oblewam się rumieńcem. Był on jednak spokojniejszy i delikatniejszy niż ten poprzedni.
-Emm, dziękuję, że mnie podwiozłeś - powiedziałam odwracając wzrok od jego spojrzenia
-Nie ma za co - w odpowiedzi posłał mi ciepły uśmiech
Wychodząc z samochodu walnęłam się o futrynę
-Auć - pisnęłam z bólu
-Nic ci się nie stało ? - wyszedł z samochodu za mną Louis
-Nie nic - kręciłam głową dalej trzymając rękę na bolący miejscu
Brunet złapał mnie za nadgarstek i opuścił moją dłoń. Delikatnie odgarną moje włosy z czoła i czule musną swoimi ciepłymi wargami moje czoło. Poczułam jak jakieś uczucie wypełnia mnie od środka. Nie potrafiłam określić jakie, ale wiem, że było najcudowniejszym uczuciem jakie dotąd mogłam poczuć w całym moim życiu
Miękką dłonią przejechał po moim policzku i znów spojrzał mi głęboko w oczy.
-Lepiej ? - zapytał uśmiechając się do mnie
-Mhym - burknęłam przełykając ciężko ślinę
Patrzyłam jak Louis oddala się. Stałam w jednym miejscu i nie potrafiłam się ruszyć.Nie obchodziło mnie to jak mocno mógł padać deszcz. Oczy miałam otwarte szeroko. Nie potrafiłam określić co przed chwilą się stało. Mrugnęłam parę razy i mocno obróciłam się na stopach. Stawiając chwiejnie kroki doszłam do drzwi mojego domu.
Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Oparłam się całym ciężarem ciała na drzwiach i osunęłam się na podłogę.
-Wow - szepnęłam zdając sobie sprawę co przed chwilą się stało
Potrząsnęłam głową i ruszyłam do kuchni. Idąc cały czas potykałam się o własne nogi albo wpadałam na różne przedmioty.
-Boże, co się ze mną dzieje - powiedziałam siadając na wysokim krześle stojącym w kuchni
Włączyłam laptopa i weszłam na skypa. Zaświeciła mi się zielona ikonka u mojej przyjaciółki, Leigh- Anne
-Leigh-Anne, proszę odbierz -  niecierpliwie tupałam nogami i kręciłam się na krześle
-Elo - usłyszałam znajomy głos z mojego laptopa
-No nareszcie - powiedziałam zatrzymując się w jednym miejscu
-Co tam się stało - zapytała mnie brunetka opierając swoją głowę na zgrabnych dłoniach
-Mam tylko jedno pytanie - przęknęłam z trudem ślinę i mocno zacisnęłam powieki
Nie chciała, żeby ta myśl przeszła mi kiedykolwiek przez głowę. Wzięłam głęboki wdech i wydusiłam to z siebie
-Co ja robię jeśli ktoś mi się podoba ? - zapytałam chowając głowę w dłonie
Leigh- Anne obserwowała mnie badawczo i uśmiechała się
-Więc przygryzasz wargę, kręcisz oczami i próbujesz denerwować daną osobę - odparła ciągle na mnie patrząc
Poczułam jak kamień spada mi z serca. To nie był żaden z symptomów który by pasował do mojego dzisiejszego dnia.
-Ale jeśli ktoś ci się podoba na maksa to wpadasz na wszystkich, nogi ci się plączą itp. - powiedziała uśmiechając się i sięgając po szklankę jakiegoś napoju 
-Ale przecież to nie możliwe...- dodała
-Eeem Leigh-Anne, muszę kończyć bo.....pranie muszę nastawić, pa - z mocnym impetem zatrzasnęłam laptopa