poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Rozdział 2

-Pauline, ile mam na ciebie czekać ?! - słyszałam donośny krzyk z dołu mojej mamy
-No już - odpowiedziałam zarzucając czarną torbę na ramię
Zbiegając po schodach ślizgały mi się nogi i prawie się wywaliłam. Spojrzałam na mamę ubraną jak zwykle elegancko.
-No nareszcie - odparła zabierając z kuchennego blatu torbę
Przed naszym domem stał czarny Range Rover, służbowy samochód mamy. Prawą ręką złapałam za klamkę i przyciągnęłam drzwi do siebie. Usiadłam na skórzanym siedzeniu i wyjęłam telefon. Fioletowe słuchawki włożyłam do uszu i zaczęłam słuchać muzyki. Poruszałam się w rytm muzyki.
Tupałam na zmianę stopami, tułowiem rysowałam w powietrzu delikatnie zaokrąglone fale, a palcami wypstrikiwałam rytm piosenki.
W tym momencie spojrzałam na mamę. Była jakaś zdenerwowana, gryzła się z własnymi myślami.
Zawsze jak jechała samochodem włączała radio i zachowywała się ja szalona nastolatka, dziś była swoim przeciwieństwem. Surowy wyraz twarzy, przenikliwe spojrzenie i sztywna postawa ciała.
-Mamo, coś się dzieje ? - zapytałam wyciągając słuchawki z uszu
-Nie, nic się nie stało - odparła patrząc przed siebie nie zmieniając wyrazu twarzy
Przygryzłam wargę i położyłam głowę na mojej lewej dłoni. Patrzyłam przed siebie podziwiając krajobrazy wielkiego miasta Londyn.
Wychodząc z samochodu zabrałam torby i skierowałam się do wejścia.
Poszłam do szatni i zaczęłam się rozbierać. Włożyłam na siebie krótki czarny top z długim rękawem i w tym samym kolorze legginsy. Z czerwonej torebki wyjęłam złociste buty do tańca. Były na wysokim obcasie, a pasek w tym samym kolorze oplatał delikatnie moją kostkę. Paseczki utrzymujące moją stopę w ryzach zebrane były razem w jednym punkcie i subtelnie owleczone
małym supełkiem. Były takie piękne, że zawsze na nie patrzyłam z wielkim umiłowaniem.
Wyszłam z szatni i skierowałam się na salę w której miałam mieć zajęcia. Złapałam za srebrną klamkę i pociągnęłam drzwi mocno w swoją stronę. Znieruchomiałam widząc 5 poznanych mi kilka dni temu osób. Loczek, blondynek, prawie łysy, szatyn z blond pasemkiem i Louis. Jęknęłam widząc ich trenujących
- Spójrz na plan - odparła jedna z trenerek pracujących tutaj
Jednym krokiem w tył wróciłam za drzwi i spojrzałam na białą kartkę wiszącą na drewnianych drzwiach
Godz 11:00 - 12:30 One Direction/ Pauline, Nathan 
  Co ?! - pomyślałam
Chodząc na palcach weszłam na salę i jej brzegiem przeszłam na drugą połowę.
Zaczęłam się rozgrzewać i próbować coś tańczyć. Słyszałam w oddali liczenie Edith, trenerki do teledysku chłopców
Przez moment obserwowałam ich bacznie. Niczym szczególnym nie wyróżniali się spośród tancerzy, którzy tańczyli razem z nimi. Umywali się, znikali.
Przygryzłam wargę i bacznie mierzyłam wzrokiem Louisa.
-"Nie to tylko zwykły piosenkarz, Pauline przecież ty nie lubisz rozwydrzonych gwiazdeczek - mówiłam sobie w myślach podnosząc wzrok do góry.
Po paru minutach przyszedł mój partner i zaczęliśmy trenować. Włączyłam po cichu muzykę do rumby. Była taka delikatna jak puszczona na wiatr muślinowa chusta. Taka i ja miałam być.
Zaczęłam delikatnie oplatywać się swoimi dłońmi i subtelnie głaskać swoje ciało powodując dreszcze na swojej skórze.
Nathan, w tańcu, był najbardziej męskim facetem na świecie. Stanął i czekał na moją reakcję. Podbiegłam do niego jak malutka sarenka szukająca bezpieczeństwa na świecie. Czując dostatecznie jego obecność miękko dotknęłam jego klatki piersiowej jakby była najbardziej kruchą rzeczą na świecie. Mając świadomość jego bliskości, czule położyłam swoją głowę na jego ramieniu jednocześnie wtulając się w jego umięśnione ciało. Nat zwinnie złapał mnie pod udami podnosząc jak najlżejsze piórko i kręcąc się wokół własnej osi. Opuszczając mnie na ziemię złapał mnie mocno za nadgarstek, a ja wyciągając się w górę, chciałam uciec jak młody ptak.
Łagodnie, jakbym nie chciała skrzywdzić parkietu wirowałam w rytm niezwykle cudownej muzyki.
***
Usłyszałem dźwięki delikatnej dla uszu muzyki. Nie słucham tego typu piosenek, jednak ta mnie mocno chwyciła za serce. Odwróciłem się na pięcie. W rytm niesamowitej muzyki blondynka, którą poznałem kilka dni temu, tańczyła, pokazując całemu światu jaką piękną kobietą jest. Z całego jej tańca tryskał seksapil, dojrzałość i miłość.Była odważna w swoich ruchach i niezwykle wzruszająca. Widziałem w jej oczach łzy, jednakże patrząc na jej partnera ogarnęła mnie zazdrość. Nie wiem dlaczego, przecież nawet nie znam jej imienia, wiem jedynie, że była najpiękniejszą kobietą na sali. Zmysłowo muskała parkiet jakby był jej najlepszym przyjacielem.
Poczułem jak ktoś łapię mnie za prawe ramię.Spojrzałem na mojego przyjaciela, Harrego
-Ale ona cudownie tańczy - szepnąłem nie spuszczając wzroku z pięknej brunetki
-To podejdź do niej i pogadaj, bo inaczej ja zaingeruję - odparł i uśmiechnął się szyderczo
Pokręciłem głową, miałem za mało odwagi.
***
-Nat, to chyba na dziś tyle - odparłam sięgając po butelkę wody stojącą na parapecie 
Zwinnym  ruchem odwróciłam się i szukałam wzrokiem Louis'ego. Widziałam jak wychodził z sali i rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi. Zmarszczyłam czoło i zaczęłam mówić szeptem do siebie 
-Czego się spodziewałam, że przyjdzie do mnie i powie jaka ty jesteś wspaniała ?! - pokręciłam głową i zaczęłam pakować swoje rzeczy do torby. Wyszłam z sali treningowej i poszłam w stronę łazienek. 
Wzięłam szybki prysznic i zaczęłam się ubierać. 
Zanim wyszłam z budynku spojrzałam jak zaczął padać deszcz. 
-Świetnie - szepnęłam  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz